sobota, 1 grudnia 2012

SEVERUS




Leżała w jego łóżku... Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, kiedy wyszedł z łazienki była Hermiona, śpiąca w jego łóżku. Była śliczna, ale na jej twarzy widać było ślady łez. Powiedziała, że już sobie pójdzie... Nie, nie mogła pójść. I nie poszła. Poprosił, żeby została i posłuchała go. Zaczęła płakać, a on poczuł, że pęka mu serce. Nie wiedział, co zrobić, żeby ją pocieszyć, a nie mógł znieść myśli, że coś jej się stało. Opowiedziała mu... Ledwo można było cokolwiek usłyszeć przez płacz, ale zrozumiał wystarczająco dużo. Ten Weasley... Nienawidził go. Jak śmiał? Jak mógł w ogóle spróbować całować Hermionę? Wiedział, że jest zazdrosny, ale nic nie mógł na to poradzić. Czuł, że w tym momencie mógłby rozerwać Weasley’a na kawałki. Ale ona mu nie uległa. I dobrze mu tak. Jak śmiał? Jak mógł!? Pocałował ją i w końcu przestała płakać, rozluźniła się. A kiedy po raz pierwszy odezwała się do niego po imieniu, w końcu uwierzył, że ona naprawdę kocha go tak mocno, jak on ją. Nie lubił swojego imienia, ale z jej ust brzmiało pięknie. Mógłby na okrągło słuchać, że go kocha i zapewniać ją, że on też ją strasznie, strasznie kocha... Historia jej życia była historią typowej mugolskiej rodziny, w której urodziła się czarownica, ale dla niego była to najpiękniejsza opowieść. Tym piękniejsza, że opowiadana przez nią samą. Zasnęła w jego ramionach, a on otoczył ją ramieniem i po jakimś czasie też zasnął, czując, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Słyszał, jak wychodzi, ale nie zatrzymywał jej. Wiedział, że musi się wyspać, bo następnego dnia musiała iść na lekcje i nie mógł jej zatrzymywać na siłę.
Kiedy następnego dnia weszła do jego gabinetu siedział przy biurku i patrzył na stare zdjęcie. Zrobił je, kiedy byli na piątym roku, tak, jak teraz Hermiona. Przedstawiało Lily. Machała wesoło do aparatu, bawiąc się trzymanym w ręce kwiatkiem. Zauważył ją i szybko schował zdjęcie do szuflady. Pocałował ją, ale kiedy poprosiła go, żeby pokazał jej to zdjęcie, zaprotestował. Nie, nie mogła się dowiedzieć. A co, jeśliby go przez to zostawiła? Za bardzo się bał. Na szczęście nie nalegała. A później... Kochali się. Nie pamiętał, jak do tego doszło. Miał straszne wyrzuty sumienia. Przecież to jeszcze dziecko, a on jest dorosły! Co on zrobił? Jak mógł? Nienawidził się za to. Nie mógł się więcej z nią spotykać, nie mógł jej więcej zrobić takiej krzywdy...

ROZDZIAŁ XI




Do dormitorium wróciła koło godziny 3 nad ranem. Była wyczerpana, ale bardzo szczęśliwa. Następnego dnia nie poszła na dwie pierwsze lekcje, bo po prostu zaspała. Kiedy w końcu pojawiła się na trzeciej lekcji, okazało się, że Ron również się do tej pory nie pokazał, a Harry jest już bardzo zaniepokojony.
-Gdzie byłaś? Nie wiesz, gdzie Ron? Nie wrócił na noc do dormitorium. Coś się między wami stało?- zarzucił ją pytaniami.
-Nigdzie nie byłam. Nie mogłam w nocy spać, a jak rano zasnęłam, to się dopiero przed chwilą zbudziłam. Nie, nie wiem, gdzie jest Ron. Niby czemu coś się miało między nami stać? Nic się nie stało- odpowiedziała i odwróciła się do Hagrida.
-No dobra, dzieciaki. Dzisiaj będziemy się zajmować małymi hipogryfami. A więc, za mną!
Ruszyli za Hagridem na skraj lasu. Hermiona nie miała tego dnia głowy do hipogryfów, cały czas rozmyślała o Severusie. Usiadła na kamieniu, oparła się o drzewo i głaskała Hardodzioba, który podszedł do niej, najwidoczniej ją rozpoznając. Wczoraj czuła się szczęśliwa, jak nigdy, ale dzisiaj jej szczęście prysło. Smucił ja fakt, że muszą się ukrywać ze swoją miłością.
Wczorajsze spotkanie nie przypominało tych poprzednich. Nie całowali się dużo, rozmawiali. Opowiadała mu o swoim dzieciństwie w rodzinie mugoli, o tym, że jej rodzice są dentystami, o tym, że musiała chodzić do mugolskiej szkoły.  Ale on o sobie nie opowiadał. Widziała, że wstydził się swojej przeszłości, więc nie pytała. Kiedy już temat jej przeszłości się wyczerpał po prostu siedzieli, przytuleni, nic nie mówiąc, ale ta cisza między nimi nie była krępująca. Zasnęła. Położył ją na łóżku, przykrył kołdrą i głaskał po głowie, leżąc obok. On również zasnął i zbudził ją, kiedy przewracał się na drugi bok. Wstała, pocałowała go w czoło i po cichu, żeby go nie zbudzić wyszła z pokoju.
-Hermiono?- dotarł do niej głos Harry’ego.- Lekcja się skończyła. Chodź, zaraz mamy Zielarstwo.
Wstała z jękiem, bo całkowicie zdrętwiała i ruszyła za nim do szklarni, gdzie czekała już na nich nauczycielka i Ślizgoni. Westchnęła, nałożyła rękawice i zabrała się do pracy. Szło jej opornie, bo nie mogła się skupić. Pod koniec lekcji doszła do wniosku, że przez Severusa zawali SUMy, ale jakoś się tym nie przejęła. Do końca dnia nie mogła się na niczym skupić, a wieczorem, zaraz po kolacji poszła do lochów. Znowu drzwi były zamknięte, ale kiedy otworzyła je zaklęciem znalazła Severusa siedzącego przy biurku i oglądającego jakieś zdjęcie. Podeszła do niego i spróbowała zobaczyć, co przedstawia, ale schował je do szuflady. Popatrzył na nią z taką miłością, że zapomniała o zdjęciu, ba, o całym świecie. Wstał i ją przytulił. Całowali się tak namiętnie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Odsunęła się na moment, żeby się do niego uśmiechnąć i ze zdziwieniem zobaczyła, że po jego policzku płynie łza. Poczuła ogromne współczucie, miała ochotę zakryć go własnym ciałem, bronić przed bólem tym fizycznym i tym psychicznym.
-Kocham cię- szepnęła i starła z jego policzka łzę.- Kocham cię, możesz mi zaufać. Co się dzieje? Nie mogę patrzeć, jak cierpisz- szeptała mu do ucha, gładząc go po włosach.
-Ja też cię kocham. Nie mogę. Po prostu jest mi ciężko.
-To przez to zdjęcie, prawda? Kto na nim jest?- musiała wiedzieć, co się dzieje, jego ból był dla niej nie do wytrzymania.
Odsunął się nagle i stanął tak, że nie miała dostępu do szuflady. Popatrzyła na niego ze smutkiem i odwróciła się, żeby wyjść, ale złapał ją za rękę.
-Nie odchodź, proszę. Kiedyś ci je pokażę, teraz jeszcze nie mogę, nie jestem gotowy. Proszę...
Wiedziała, że teraz nie może go opuścić, mimo, że miał przed nią tajemnice. Przytuliła się do niego, pocałowała go i poprowadziła za rękę do jego pokoju, gdzie, tak jak poprzedniej nocy, usiedli obok siebie na łóżku...
Tym razem nie rozmawiali. Hermiona bała się zacząć temat, żeby znów się od niej nie odsunął, a on chyba też nie miał sił na rozmowę. Obiecał, że kiedyś jej powie i uwierzyła mu. Całowali się coraz bardziej namiętnie, badając palcami budowę ciała partnera.
Kochali się w jego łóżku, wkoło porozrzucane były ich ubrania. Hermiona została u Severusa przez całą noc, a następnego dnia w ogóle nie poszła na zajęcia. Wymknęła się z jego gabinetu, kiedy wszyscy byli na zajęciach i korzystając z tajemnych przejść dotarła do pokoju wspólnego i do dormitorium, gdzie zasunęła zasłony wokół swojego łóżka i zasnęła.

wtorek, 20 listopada 2012

ROZDZIAŁ X



Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...
Odwrócił się do niej i uśmiechnął. Tym razem był to jego dawny uśmiech, który tak lubiła. Nagle całe zmieszanie prysło i znowu czuli się przy sobie dobrze.
-Nie ma sprawy- odpowiedział, a widząc, że w jej oczach nadal maluje się lęk, pogłaskał ją lekko po policzku. Nagle zamarł, bo uzmysłowił sobie, co zrobił. Patrzyła na niego oniemiała, a on zamarł, dłoń nadal trzymając na jej policzku. Powoli podniosła rękę i również dotknęła jego policzka. Był gładki, nie tak, jak policzek... Nie, w tej chwili nie pamiętała, czyj policzek nie był gładki, a mimo to tak lubiła go dotykać... Jego oczy były szare, z niebieskimi przebłyskami. Popatrzyła w nie, ale nie mogła się na nich skupić, wciąż myśląc o brązowych oczach kogoś całkowicie innego. Przysunął się do niej i zbliżył usta do jej ust. Rozchyliła wargi, ale zanim zdążył ją pocałować, odsunęła się.
-Przepraszam Ron... Jesteś moim przyjacielem, nie mogę...
-Zmieniłaś się- szepnął.- Masz kogoś, prawda? Okłamujesz nas ostatnio. Wiemy, że nie wróciłaś z Hogsmeade prosto do zamku, wiemy, że nie chodziłaś do biblioteki... Kim on jest?
-Ja... Nie, nie mogę. Nie... Nie mam nikogo. Po prostu nic do ciebie nie czuję... Nic, tylko przyjaźń. Nie może być między nami nic więcej... Wybacz mi.
Nie odpowiedział. Odwrócił się i zostawił ją samą. Padła na stojące w kącie krzesło i rozpłakała się. Była na siebie zła, że zraniła Rona, była na siebie zła, że go okłamała, była na siebie zła, że wstydzi się przed przyjaciółmi tego, że kocha Severusa...
Kiedy w końcu wyszła z Pokoju Życzeń nie skierowała się w stronę wieży Gryfindoru, tylko schodami w dół, w stronę lochów. Weszła bez pukanie. Drzwi były zamknięte, ale użyła zaklęcia otwierającego i weszła do środka, zamykając je za sobą. Gabinet był pusty, ale drzwi do następnego pomieszczenia były uchylone. Przeszła przez nie i znalazła się w sypialni Snape’a. Tam również go nie było, ale w pomieszczeniu obok, do którego drzwi były zamknięte, lała się woda, więc postanowiła poczekać tutaj, aż Snape się umyje. Czekając na to usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju. Był niewielki, w ciemnych kolorach, skromnie urządzony. Nic do opisywania. Oparła się o ścianę i po raz kolejny się rozpłakała...
-Hermiona?- obudziło ją pytanie.
Nad łóżkiem stał Snape, w samych spodniach i ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Włosy miał mokre, jeszcze ciekła z nich woda.
-Co ty tu robisz?- w jego głosie nie było złości. Było zdziwienie i lęk. Domyśliła się, że na jej policzkach nadal musza być widoczne ślady łez.
-Przepraszam- szepnęła. Wyprostowała się.- Po prostu musiałam do pana... Do ciebie przyjść. Jeżeli chcesz, to już pójdę- zaczęła się podnosić, ale przytrzymał ją na miejscu i usiadł obok.
-No coś ty. Nigdy nie będę chciał, żebyś sobie poszła- zapewnił ją, a ona wtuliła się w niego, nie przejmując się tym, że jego ciało jest jeszcze wilgotne, a z jego włosów na jej ramię kapie woda.- Co się stało? Dlaczego płakałaś?- pogłaskał ją po policzku, podniósł jej dłoń do swoich ust i delikatnie pocałował. Objął ją ramieniem, a ona wreszcie się uspokoiła. Przy nim czuła się bezpieczna.
-Nie zdradziłam cię- szepnęła, a on na te słowa drgnął. Nie zwróciła na to uwagi i kontynuowała.- Było tak blisko, ale cię nie zdradziłam. Kocham cię. Nigdy nie byłabym tak z nim szczęśliwa, jak z tobą. On jest tylko moim przyjacielem, nic więcej nas nie łączy. A mimo to prawie cię zdradziłam. Nie zrobiłam tego, ale było tak blisko... Przepraszam.
Zapadła długa cisza, Hermiona bała się na niego popatrzeć, bała się, że w jego oczach zobaczy ból, ale wiedziała, że musi na niego spojrzeć i zobaczyć, jak na to zareagował. Podniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy. Nie zobaczyła bólu, tylko zdziwienie.
-O czym ty mówisz? Z kim mnie prawie zdradziłaś?- był całkowicie zdezorientowany.
-O... O Ronie. Ćwiczyliśmy zaklęcia, chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się. Powiedziałam mu, że między nami nic nie będzie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi...
-W takim razie nie masz za co przepraszać- zauważył, ale głos mu zadrgał.
-Mam, mam za co. Bo ja prawie... Prawie mu uległam. Odsunęłam się dopiero w ostatniej chwili.
Przez dłuższy czas panowała między nimi cisza. Nagle Hermiona poczuła, że Snape łapie ją za ramię, odwraca do siebie i mocno całuje. Nie wyrywała się, nie protestowała- odpowiedziała tym samym. Kochała go i chciała mu to pokazać najlepiej, jak umiała.
-Kocham cię- powiedział, jakby czytał jej w myślach i odsunął się odrobinę, żeby móc widzieć jej twarz.
-Ja ciebie też kocham, Severusie...- nigdy wcześniej nie odezwała się do niego po imieniu, ale zobaczyła, że ucieszyło go to, więc powtórzyła.- Kocham Cię, Severusie. 

ROZDZIAŁ IX



We wtorek po obiedzie całą trójką poszli do pokoju wspólnego, żeby się pouczyć. Nie zastali tam jednak, jak to zwykle bywało, ciszy i spokoju, ale wielką wrzawę i śmiechy.
-Bombonierki Lesera! Tylko teraz za darmo dla Gryfonów! Szybciej, niedługo się skończą! Brać, zanim wparuje tu nasz kochany Inkwizytor!- darli się Fred i George, stojąc na jednym ze stołów i wymachując nad głową opakowaniem czekoladek.
-Harry! Harry, łap, specjalne pudełko dla ciebie! Powiększone!- krzyknął Fred i rzucił  w ich stronę pudełkiem.
-A własnemu bratu to już nie dadzą- mruknął pod nosem Ron.
-Damy, damy- powiedział George, podchodząc do nich ze swoim bliźniaczym bratem.- Proszę bardzo, ciućki dla naszego małego braciszka.
-To jakiś żart? Po jednym cukierku każdego rodzaju? I na ile ma mi to niby starczyć?- oburzył się rudzielec, aż mu poczerwieniały uszy, z czym było mu wyjątkowo nie do twarzy.
-Naucz się oszczędzać bracie- klepnął go po ramieniu Fred i obaj z Georgem wrócili do reszty Gryfonów, którzy również czekali na Bombonierki.
Usiedli we trójkę przy kominku i Harry rozdzielił sprawiedliwie wszystkie cukierki.
-I po co było tyle zamieszania, Ronald? Ja od nich nic nie dostałam, dopiero Harry mi dał, a jakoś się nie złościłam- powiedziała Hermiona i sięgnęła po leżący na stoliku egzemplarz Proroka Codziennego.
-Ty to co innego, ja jestem ich bratem- odparł Ron, a Hermiona prychnęła.
Nagle przez pokój przebiegła ruda błyskawica i z impetem wskoczyła Hermionie na kolana, a książka spadła na ziemię. Hermiona nic sobie z tego nie robiąc zaczęła przytulać kota, a Ron, najwidoczniej obrażony na cały świat spoglądał za okno, gdzie przecież nie było nic widać, bo strasznie lało.
-Idę... Napisać do Hagrida. Powiem mu, że wpadnę do niego jutro po lekcjach.
-Harry, nie przejmuj się- pocieszyła go Hermiona, która od  razu domyśliła się, co trapi jej przyjaciela. Przez pogodę mecz i tak pewnie zostanie odwołany, więc nikt nie zagra. Musisz wytrzymać, może ropucha w końcu się...
-Zlituje? Żartujesz?- zirytował się Harry, ale dosłownie od razu złość mu przeszła.- Przepraszam, nie powinienem się na tobie wyżywać. Dzięki Hermiono.
Hermiona spodziewała się, że Ron pójdzie za Harrym, ale nie zrobił tego. Dalej siedział, pogrążony w myślach. Czuła się nieswojo, odkąd zostali przyjaciółmi nigdy nie było między nimi tak niezręcznie. Owszem, kłócili się, ale nigdy nie byli tak speszeni... Przynajmniej ona nie była.
-Dość mam już tych wrzasków- odezwał się nagle Ron, spoglądając ze złością na swoich braci, którzy nadal rozdawali zachwyconym Gryfonom Bombonierki.- Chodźmy stąd.
Sama też miała już po dziurki w nosie hałasu, więc bez sprzeciwu ruszyła za Ronem. Przeszli przez dziurę pod portretem Grubej Damy i przystanęli.
-Dokąd pójdziemy?- zapytała Hermiona, patrząc na swoje dłonie.
-Do Pokoju Życzeń. Poćwiczymy zaklęcia z Obrony- wytłumaczył, kiedy spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Ruszyli na siódme piętro, gdzie pojawiły się przed nimi magiczne drzwi do Pokoju Życzeń.
-No więc? Co poćwiczymy?- oboje dalej czuli się nieswojo.
-Nie wiem. Ty coś wybierz...
-Expelliarmus. Niech będzie rozbrajanie.
Stanęli naprzeciwko siebie i przygotowali różdżki. Hermiona czuła się głupio, ale nic nie powiedziała. Jak zwykle to ona pierwsza rzuciła zaklęcie z taką siłą, że Rona wyrzuciło daleko w tył. Podbiegła do niego, żeby zobaczyć, czy nic mu się nie stało. Leżał na podłodze, ale kiedy uklękła koło niego stęknął i ruszył się. Popatrzył na nią i z trudem usiadł, maskując swoje położenie krzywym uśmiechem.
-Zawsze byłaś ode mnie lepsza- stęknął i spróbował się podnieść, ale nie udało mu się.
-Przepraszam- powiedziała, wstała i podała mu rękę, żeby mu pomóc. Podciągnął się z jej pomocą, ale nadal się chwiał.
Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...

ROZDZIAŁ VIII



-No nie, znowu eliksiry i Snape...
Czy on zawsze musi to powtarzać? Hermionę to zdenerwowało. Nie mógłby zostawić tego komentarza dla siebie? Nie odpowiedziała mu, tylko spojrzała na niego ze złością, co on najwidoczniej, jak zwykle zresztą wziął za komentarz do tego, że Ron nie przejmuje się SUMami.
Weszli do lochu, w którym jak zawsze siedzieli już Ślizgoni. Hermiona nie bardzo wiedziała, co zrobić. Wszystkie tylne ławki były już zajęte, a nie chciała siadać w pobliżu nauczyciele, bo nie mogła sobie wyobrazić, jak ma się zachować, kiedy wkoło nich było tylu uczniów. Nie mając innego wyjścia stanęła przy stoliku w pierwszym rzędzie i zaczęła rozpakowywać składniki eliksirów. O tym, że wszedł do klasy poinformowała ją nagła cisza, ale nie ośmieliła się podnieść głowy i spojrzeć na niego. Czuła, że jej policzki robią się czerwone, ale na szczęście większość osób w klasie, łącznie z nią, zaczęła już rozpalać ogień pod swoimi kociołkami, więc miała na to wytłumaczenie.
-Tematem dzisiejszej lekcji jest Veritaserum- usłyszawszy ten głos nie mogła się powstrzymać i zerknęła w górę. Stał przy ich stoliku, dokładnie nad nią.
-Potter! Opisz mi działanie tego eliksiru- zwrócił się, jak zwykle, do Harry’ego, ale Hermiona wiedziała, że to było dla niego tylko pretekstem, żeby móc podejść do niej.
-Hmmm... No więc Veritaserum, to inaczej eliksir prawdy. Po jego wypiciu będzie się mówić prawdę, nawet na temat tych rzeczy, które najbardziej chce się zataić.
-No, no. Nie spodziewałem się, Potter, że kiedykolwiek odpowiesz poprawnie na moich zajęciach.
-Kto mi powie, jak ma wyglądać prawidłowo uważony Veritaserum?
Hermiona miała już odruchowo podnieść rękę, ale się powstrzymała. Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem, ale na szczęście nikt tego nie skomentował.
-Malfoy? Odpowiesz?- Snape zwrócił się do Dracona, który do tej pory rozśmieszał Ślizgonów, unosząc zaklęciem nad głową Neville’a szczurzy ogon. Malfoy przestał się koncentrować na ogonie i ten spadł na głowę Neville’a, co Ślizgoni przyjęli ze śmiechem, a Gryfoni z oburzeniem.
-Słucham, panie profesorze? Zamyśliłem się- odpowiedział bez zmieszanie Draco, wiedząc, że jak zawsze, u Snape’a mu się upiecze.
-Trzeba było uważać- a jednak się pomylił, co najwidoczniej nim wstrząsnęło.- Slytherin stracił właśnie przez pana 10 punktów za to, że pan nie uważał i 10 punktów za bawienie się składnikami do eliksirów.
Wszyscy byli w szoku. Snape nie dość, że odebrał punkty Ślizgonom, to jeszcze ośmieszył Malfoy’a przed całą klasą.
-Niech no tylko ojciec się dowie- mruknął Malfoy tak cicho, że tylko nieliczni to usłyszeli. Hermiona uśmiechnęła się, patrząc na swój kociołek, w którym już gotowała się woda. Wiedziała to już wcześniej, ale teraz się to potwierdziło: Snape się zmienił i to na lepsze.
-Wracając do tematu lekcji. Veritaserum, jak słusznie zauważył pan Potter- znowu szok, Snape pochwalił Harry’ego- jest eliksirem prawdy. Warzy się go miesiąc, składniki są trudne do zdobycia, a samo uwarzenie jest bardzo skomplikowane. Jednakże dyrektor zatroszczył się o składniki dla was wszystkich, dlatego dzisiaj możecie rozpocząć pracę nad tym eliksirem. Przez następny miesiąc będziemy to kontynuować, a później nagrodzimy tych, którym eliksir wyjdzie najlepiej. Macie dwie godziny, po tym czasie przejdę po klasie, żeby zobaczyć efekty. Opis macie na stronie 483. Składniki znajdziecie na moim biurku.
Hermiona szybko przeleciała wzrokiem po liście składników niezbędnych do pierwszego etapu warzenia Veritaserum i spisała te, których nie posiadała w swoich zapasach. Ruszyła w stronę biurka Snape’a, żeby wziąć to, czego potrzebowała. Miała zamiar szybko to zrobić i wrócić na swoje miejsce. Niestety, jak na złość nie mogła znaleźć smoczej krwi, która była niezbędna do tego eliksiru. Rozglądała się, coraz bardziej spanikowana. Nie chciała prosić Snape’a o pomoc, ale jak sama nie znajdzie, to będzie musiała. Nagle dostrzegła, że czyjaś blada dłoń podsuwa do niej flaszkę ze smocza krwią. Podniosła głowę i zobaczyła, że Snape przygląda jej się, ciągle trzymając w ręku to, czego tak potrzebowała. Wzięła to, przy okazji dotykając jego dłoni i szybko odeszła do swojego stolika, gdzie Harry i Ron zaczęli już odmierzać oczy żuków.
-Co ty tam tak długo robiłaś?- Harry popatrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nic... Nic. Nie mogłam znaleźć smoczej krwi- wyjaśniła pospiesznie i również zabrała się do pracy.
Po dwóch godzinach jej eliksir wyglądał jak błoto. Niby była to pierwsza z faz jego wyglądu, ale powinna się już zmienić pół godziny temu. Rozejrzała się po klasie i z ulgą spostrzegła, że i tak zaszła najdalej, bo w kociołkach innych była albo zielonkawa woda, albo brązowe kamienie. Neville miał całą szatę zalaną eliksirem, a Seamus przypalone włosy. Uśmiechnęła się lekko.
-I co się cieszysz? Wiadomo było, że zrobisz to najlepiej- powiedział Ron, próbując rozwalić jeden z kamieni w swoim kociołku.
Nie odpowiedziała mu, bo w tym momencie do ich stolika podszedł Snape. Spojrzał z pogardą na kamienie Rona i Harry’ego i prawie niedostrzegalnie uśmiechnął się do Hermiony. Zamieszał w jej eliksirze i poszedł dalej, gdzie zaczął się drzeć na Malfoy’a za to, że do swojego eliksiru dodał ogon szczura.
-Otrułbyś każdego, kto by się tego napił! Na liście składników NIGDZIE nie ma wymienionego szczurzego ogona!- takiego szoku jeszcze nie przeżyli. Malfoy był przerażony, widać było, że najchętniej uciekłby z lochu i nigdy więcej do niego nie wracał....
-To było coś- cieszył się Ron, kiedy ruszyli w stronę klasy profesor McGonagall. 

SEVERUS



Nie potrafił zrozumieć, jak mógł być tak głupi. Przecież to jego uczennica! A on zachował się tak nierozważnie... Okazało się, że ona ma więcej rozumu, niż on. Gdyby sama się nie odsunęła... Nie wiedział, jak mogłoby się to skończyć. Co on w ogóle wyprawiał? Po co w ogóle za nią poszedł? Mógł zostać pod Trzema Miotłami... Wiedział, że zrozumiałaby to, ale nie potrafił się opanować. On, zawsze przecież taki rozsądny... Poszedł za nią, ale to ona pierwsza do niego podeszła, to ona zaczęła go całować... Jej delikatne, piękne usta... Jej miękkie włosy, gładka skóra na plecach... I jej palce... Tak delikatnie go dotykała... A kiedy zdjęła bluzkę... Była piękna, nie dało się zaprzeczyć. Kochał ją. Ale to on powinien być silny, to on powinien pierwszy to przerwać... Później zdjęła jego szatę. Wiedział, że jest od niej o wiele starszy, że ona jest taka piękna, a on... Wstydził się. Kiedy ona na niego popatrzyła chciał zapaść się pod ziemię. Ale widok jego nagiego torsu nie zraził jej, Uśmiechnęła się do niego, palcami zaczęła wodzić po jego brzuchu, co sprawiło, że wszystkie jego mięśnie się napięły. I znowu nie zareagował tak, jak powinien. Powinien wstać, ubrać się i wyjść, a zamiast tego zaczął ja całować! Zabolało go, kiedy się odsunęła, ale później, kiedy o tym myślał doszedł do wniosku, że to było najlepsze, co mogła w tamtej chwili zrobić...
Kiedy weszła do sali i się do niego uśmiechnęła, poczuł, że nigdy nie był tak szczęśliwy. Po krótkiej chwili jednak odwróciła się do tego idioty, Hagrida i udała, że ten uśmiech był skierowany do niego. Zdenerwował się, kiedy zobaczył, że ten rudzielec, Ron, usiadł koło niej. Nie spodziewał się po sobie zazdrości, ale okazało się, że jednak jest o nią bardzo, bardzo zazdrosny. Na szczęście zajęła się rozmową z Potter’em. Nienawidził go, ale przynajmniej się nie obawiał, że mógłby zakochać się w Hermionie. Severus doskonale wiedział, że Potter zakochany jest w siostrze rudzielca, Ginny, ale ten Ron... Na niego trzeba uważać, widać, że czuje do Hermiony coś więcej, niż zwykłą przyjaźń. Siedział tak, rozmyślając i nawet nie zauważył, że obiad dobiegł końca. Z zadumy wyrwało go dopiero poruszenie przy stołach uczniów, kiedy wstali, żeby rozejść się do swoich dormitoriów. Rozejrzał się i dostrzegł Hermionę stojącą w drzwiach i czekającą z Weasley’em na Pottera. Ona również się rozglądała i ich spojrzenia się spotkały. Nie trwało to długo, ale w tym czasie starał się przekazać jej całe swoje uczucie. 

ROZDZIAŁ VII



Wyszła na dwór, ale nie skierowała się w stronę Hogwartu. Po odejściu kilku kroków od drzwi odwróciła się, a kiedy zobaczyła, że Snape za nią wyszedł i znalazł ją wzrokiem skierowała się w stronę Wrzeszczącej Chaty. Ruszył za nią.
-Alohomora- wycelowała różdżką w drzwi Chaty, a te otworzyły się z przejmującym zgrzytem.
Weszła do środka, pozostawiając drzwi otwarte i ruszyła schodami na górę, gdzie, jak wiedziała, mieściła się sypialnia. Kiedy była w połowie schodów usłyszała, że drzwi zamykają się i ktoś za nią idzie. Przystanęła dopiero wtedy, kiedy dotarła do sypialni. Odwróciła się i zobaczyła Snape'a stojącego w drzwiach. Mimo, że wiedziała, że to on przyszedł za nią do Wrzeszczącej Chaty, to kiedy zobaczyła go z tak bliska, serce zabiło jej kilka razy mocniej. Bez słowa podeszła do niego i go pocałowała, a on odpowiedział tym samym. W końcu oderwali się od siebie, podeszli do wielkiego łóżka i usiedli na nim. Hermiona podciągnęła jeden z jego rękawów i zaczęła wodzić palcami po jego ręku, a on w tym czasie bawił się jej włosami. Po chwili położyła się na plecach, a on zrobił to samo koło niej i leżeli tak, patrząc na siebie i trzymając się za ręce. Hermiona przysunęła się i pocałowała go. Odwróciła się na bok, a on zaczął wodzić dłonią po jej plecach, drugą wplatając w jej włosy.
-Kocham cię- szepnęła między jednym, a drugi pocałunkiem.- Kocham cię.
Poczuła, że wsuwa rękę pod jej bluzkę i jego dłoń dotknęła gołej skóry na jej plecach. Nie przeszkadzało jej to. Wtuliła się w niego, rozpięła górne guziki jego szaty i łaskotała go po klatce piersiowej. Snape przesunął dłoń i dotknął jej brzucha, co wywołało u obojga dreszcz. Usiadła i zdjęła krawat, a następnie bluzkę. Wpatrywał się w nią z zachwytem. Hermiony nie krępował fakt, że znają swoje uczucia od tak niedawna, ani to, że jest od niej o tyle lat starszy. Wiedziała, że go kocha i chciała z nim być, w każdym znaczeniu tego słowa. Dokończyła rozpinanie guzików w jego szacie i zdjęła mu ją, nie przerywając ani na chwilę kontaktu wzrokowego. W jego oczach dostrzegła lęk, jakby bał się, że jej się nie spodoba i po prostu go zostawi. Uśmiechnęła się, żeby dodać mu otuchy i dotknęła jego nagiego, bardzo bladego brzucha. W odpowiedzi przytulił ją i mocno, namiętnie pocałował w usta.
Hermiona nagle odsunęła się od niego i szybko się ubrała.
-Przepraszam- powiedziała zdyszana.- Nie... Nie mogę.
Nie pokazał żadnym gestem, że go to zraniło, ale z jego oczu można było wyczytać ból. Popatrzyła na niego, uśmiechnęła się przepraszająco, a na widok jej uśmiechu w jego oczach zabłysła taka czułość, że Hermiona miała ochotę znowu się w niego wtulić. Powstrzymała się jednak. Chwyciła tylko jego dłoń, ścisnęła ją i odwróciła się do wyjścia.
-Kocham cię- usłyszała za sobą. Z radości poczuła, że mogłaby latać.
-Ja ciebie też- szepnęła, wiedząc, że i tak usłyszy i szybko wyszła.
Całą drogę do szkoły biegła, ale nie był to gest ucieczki, tylko szczęście, wolności. Uśmiechała się i nie przejęła się nawet faktem, że na korytarzu wpadła na Filch’a. Pomyślała, że i tak biegła za szybko, żeby mógł ją rozpoznać, więc nie dopadną jej żadne konsekwencje. Zbliżała się akurat pora obiadu, więc ruszyła w stronę wielkiej sali. Wchodząc odruchowo spojrzała na stół, przy którym siedzieli nauczyciele i uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła, że Snape, który przecież wyszedł z Wrzeszczącej Chaty po niej, siedzi już na swoim miejscu. Szybko jednak się odwróciła i udała, że ten uśmiech skierowany był do Hagrida, który siedział koło Snape’a. Pomachała mu, a on odmachał, potrącając przy okazji swój puchar i rozlewając napój na profesor McGonagall, która siedziała po jego drugiej stronie.
Hermiona zajęła swoje miejsce przy stole i właśnie sięgała po zupę, kiedy koło niej usiadł Ron. Ucieszyła się w duchu, że jednak zdążyła przed nimi, bo nie miała ochoty na tłumaczenia.
-Jak tam esej? Skończony?- zagadnął Harry, siadając naprzeciwko.
-Tak, w końcu. Co robiliście, jak poszłam?
Zrelacjonowali jej dokładnie wszystko, co ją ominęło, a ona udawała, że słucha, ale myślami była w całkiem innym miejscu, a mianowicie w lochu Snape’a. Nigdy nie sądziła, że będzie miała tak wielką ochotę, jak teraz, żeby udać się do tamtej części szkoły. Rozmyślając tak doszła do wniosku, że jej życie i pogląd na wiele spraw, a zwłaszcza na podział między dobrem i złem uległy radykalnej zmianie. Teraz już nie mogłaby wskazać palcem, kogo uważa za dobrego, a kogo za złego... Posmutniała, myśląc, że przecież Snape’a zawsze uważała za sługę Voldemorta, a przecież ktoś taki, jak on nie mógłby być Śmierciożercą. Po kolacji udała, że jest zmęczona i poszła do swojego dormitorium, gdzie położyła się na łóżku i zasnęła, widząc jego piękne oczy.