Wyszła na dwór, ale nie skierowała
się w stronę Hogwartu. Po odejściu kilku kroków od drzwi odwróciła się, a kiedy
zobaczyła, że Snape za nią wyszedł i znalazł ją wzrokiem skierowała się w
stronę Wrzeszczącej Chaty. Ruszył za nią.
-Alohomora- wycelowała różdżką w
drzwi Chaty, a te otworzyły się z przejmującym zgrzytem.
Weszła do środka, pozostawiając
drzwi otwarte i ruszyła schodami na górę, gdzie, jak wiedziała, mieściła się
sypialnia. Kiedy była w połowie schodów usłyszała, że drzwi zamykają się i ktoś
za nią idzie. Przystanęła dopiero wtedy, kiedy dotarła do sypialni. Odwróciła
się i zobaczyła Snape'a stojącego w drzwiach. Mimo, że wiedziała, że to on
przyszedł za nią do Wrzeszczącej Chaty, to kiedy zobaczyła go z tak bliska,
serce zabiło jej kilka razy mocniej. Bez słowa podeszła do niego i go
pocałowała, a on odpowiedział tym samym. W końcu oderwali się od siebie,
podeszli do wielkiego łóżka i usiedli na nim. Hermiona podciągnęła jeden z jego
rękawów i zaczęła wodzić palcami po jego ręku, a on w tym czasie bawił się jej
włosami. Po chwili położyła się na plecach, a on zrobił to samo koło niej i
leżeli tak, patrząc na siebie i trzymając się za ręce. Hermiona przysunęła się
i pocałowała go. Odwróciła się na bok, a on zaczął wodzić dłonią po jej
plecach, drugą wplatając w jej włosy.
-Kocham cię- szepnęła między jednym,
a drugi pocałunkiem.- Kocham cię.
Poczuła, że wsuwa rękę pod jej
bluzkę i jego dłoń dotknęła gołej skóry na jej plecach. Nie przeszkadzało jej
to. Wtuliła się w niego, rozpięła górne guziki jego szaty i łaskotała go po
klatce piersiowej. Snape przesunął dłoń i dotknął jej brzucha, co wywołało u
obojga dreszcz. Usiadła i zdjęła krawat, a następnie bluzkę. Wpatrywał się w
nią z zachwytem. Hermiony nie krępował fakt, że znają swoje uczucia od tak niedawna,
ani to, że jest od niej o tyle lat starszy. Wiedziała, że go kocha i chciała z
nim być, w każdym znaczeniu tego słowa. Dokończyła rozpinanie guzików w jego
szacie i zdjęła mu ją, nie przerywając ani na chwilę kontaktu wzrokowego. W
jego oczach dostrzegła lęk, jakby bał się, że jej się nie spodoba i po prostu
go zostawi. Uśmiechnęła się, żeby dodać mu otuchy i dotknęła jego nagiego,
bardzo bladego brzucha. W odpowiedzi przytulił ją i mocno, namiętnie pocałował
w usta.
Hermiona nagle odsunęła się od niego
i szybko się ubrała.
-Przepraszam- powiedziała zdyszana.-
Nie... Nie mogę.
Nie pokazał żadnym gestem, że go to
zraniło, ale z jego oczu można było wyczytać ból. Popatrzyła na niego,
uśmiechnęła się przepraszająco, a na widok jej uśmiechu w jego oczach zabłysła
taka czułość, że Hermiona miała ochotę znowu się w niego wtulić. Powstrzymała
się jednak. Chwyciła tylko jego dłoń, ścisnęła ją i odwróciła się do wyjścia.
-Kocham cię- usłyszała za sobą. Z
radości poczuła, że mogłaby latać.
-Ja ciebie też- szepnęła, wiedząc,
że i tak usłyszy i szybko wyszła.
Całą drogę do szkoły biegła, ale nie
był to gest ucieczki, tylko szczęście, wolności. Uśmiechała się i nie przejęła
się nawet faktem, że na korytarzu wpadła na Filch’a. Pomyślała, że i tak biegła
za szybko, żeby mógł ją rozpoznać, więc nie dopadną jej żadne konsekwencje.
Zbliżała się akurat pora obiadu, więc ruszyła w stronę wielkiej sali. Wchodząc
odruchowo spojrzała na stół, przy którym siedzieli nauczyciele i uśmiechnęła
się, kiedy zobaczyła, że Snape, który przecież wyszedł z Wrzeszczącej Chaty po
niej, siedzi już na swoim miejscu. Szybko jednak się odwróciła i udała, że ten
uśmiech skierowany był do Hagrida, który siedział koło Snape’a. Pomachała mu, a
on odmachał, potrącając przy okazji swój puchar i rozlewając napój na profesor
McGonagall, która siedziała po jego drugiej stronie.
Hermiona zajęła swoje miejsce przy
stole i właśnie sięgała po zupę, kiedy koło niej usiadł Ron. Ucieszyła się w
duchu, że jednak zdążyła przed nimi, bo nie miała ochoty na tłumaczenia.
-Jak tam esej? Skończony?- zagadnął
Harry, siadając naprzeciwko.
-Tak, w końcu. Co robiliście, jak
poszłam?
Zrelacjonowali jej dokładnie
wszystko, co ją ominęło, a ona udawała, że słucha, ale myślami była w całkiem
innym miejscu, a mianowicie w lochu Snape’a. Nigdy nie sądziła, że będzie miała
tak wielką ochotę, jak teraz, żeby udać się do tamtej części szkoły.
Rozmyślając tak doszła do wniosku, że jej życie i pogląd na wiele spraw, a
zwłaszcza na podział między dobrem i złem uległy radykalnej zmianie. Teraz już
nie mogłaby wskazać palcem, kogo uważa za dobrego, a kogo za złego...
Posmutniała, myśląc, że przecież Snape’a zawsze uważała za sługę Voldemorta, a
przecież ktoś taki, jak on nie mógłby być Śmierciożercą. Po kolacji udała, że
jest zmęczona i poszła do swojego dormitorium, gdzie położyła się na łóżku i
zasnęła, widząc jego piękne oczy.

Zajebiste, jak zwykle. ;) Czekam na więcej oczywiście :D Cholernie mi się podoba, kocham twój ff, a zawsze byłam na NIE jeśli chodzi o ten parring ;)
OdpowiedzUsuńNa początku pisałam tak dla siebie, ale teraz, dzięki Twoim komentarzom pisze już dla Ciebie. Nikt inny tego nie czyta, a przynajmniej nie komentuje, więc zostałaś mi Ty. Dziękuję :*
Usuń