wtorek, 20 listopada 2012

ROZDZIAŁ VII



Wyszła na dwór, ale nie skierowała się w stronę Hogwartu. Po odejściu kilku kroków od drzwi odwróciła się, a kiedy zobaczyła, że Snape za nią wyszedł i znalazł ją wzrokiem skierowała się w stronę Wrzeszczącej Chaty. Ruszył za nią.
-Alohomora- wycelowała różdżką w drzwi Chaty, a te otworzyły się z przejmującym zgrzytem.
Weszła do środka, pozostawiając drzwi otwarte i ruszyła schodami na górę, gdzie, jak wiedziała, mieściła się sypialnia. Kiedy była w połowie schodów usłyszała, że drzwi zamykają się i ktoś za nią idzie. Przystanęła dopiero wtedy, kiedy dotarła do sypialni. Odwróciła się i zobaczyła Snape'a stojącego w drzwiach. Mimo, że wiedziała, że to on przyszedł za nią do Wrzeszczącej Chaty, to kiedy zobaczyła go z tak bliska, serce zabiło jej kilka razy mocniej. Bez słowa podeszła do niego i go pocałowała, a on odpowiedział tym samym. W końcu oderwali się od siebie, podeszli do wielkiego łóżka i usiedli na nim. Hermiona podciągnęła jeden z jego rękawów i zaczęła wodzić palcami po jego ręku, a on w tym czasie bawił się jej włosami. Po chwili położyła się na plecach, a on zrobił to samo koło niej i leżeli tak, patrząc na siebie i trzymając się za ręce. Hermiona przysunęła się i pocałowała go. Odwróciła się na bok, a on zaczął wodzić dłonią po jej plecach, drugą wplatając w jej włosy.
-Kocham cię- szepnęła między jednym, a drugi pocałunkiem.- Kocham cię.
Poczuła, że wsuwa rękę pod jej bluzkę i jego dłoń dotknęła gołej skóry na jej plecach. Nie przeszkadzało jej to. Wtuliła się w niego, rozpięła górne guziki jego szaty i łaskotała go po klatce piersiowej. Snape przesunął dłoń i dotknął jej brzucha, co wywołało u obojga dreszcz. Usiadła i zdjęła krawat, a następnie bluzkę. Wpatrywał się w nią z zachwytem. Hermiony nie krępował fakt, że znają swoje uczucia od tak niedawna, ani to, że jest od niej o tyle lat starszy. Wiedziała, że go kocha i chciała z nim być, w każdym znaczeniu tego słowa. Dokończyła rozpinanie guzików w jego szacie i zdjęła mu ją, nie przerywając ani na chwilę kontaktu wzrokowego. W jego oczach dostrzegła lęk, jakby bał się, że jej się nie spodoba i po prostu go zostawi. Uśmiechnęła się, żeby dodać mu otuchy i dotknęła jego nagiego, bardzo bladego brzucha. W odpowiedzi przytulił ją i mocno, namiętnie pocałował w usta.
Hermiona nagle odsunęła się od niego i szybko się ubrała.
-Przepraszam- powiedziała zdyszana.- Nie... Nie mogę.
Nie pokazał żadnym gestem, że go to zraniło, ale z jego oczu można było wyczytać ból. Popatrzyła na niego, uśmiechnęła się przepraszająco, a na widok jej uśmiechu w jego oczach zabłysła taka czułość, że Hermiona miała ochotę znowu się w niego wtulić. Powstrzymała się jednak. Chwyciła tylko jego dłoń, ścisnęła ją i odwróciła się do wyjścia.
-Kocham cię- usłyszała za sobą. Z radości poczuła, że mogłaby latać.
-Ja ciebie też- szepnęła, wiedząc, że i tak usłyszy i szybko wyszła.
Całą drogę do szkoły biegła, ale nie był to gest ucieczki, tylko szczęście, wolności. Uśmiechała się i nie przejęła się nawet faktem, że na korytarzu wpadła na Filch’a. Pomyślała, że i tak biegła za szybko, żeby mógł ją rozpoznać, więc nie dopadną jej żadne konsekwencje. Zbliżała się akurat pora obiadu, więc ruszyła w stronę wielkiej sali. Wchodząc odruchowo spojrzała na stół, przy którym siedzieli nauczyciele i uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła, że Snape, który przecież wyszedł z Wrzeszczącej Chaty po niej, siedzi już na swoim miejscu. Szybko jednak się odwróciła i udała, że ten uśmiech skierowany był do Hagrida, który siedział koło Snape’a. Pomachała mu, a on odmachał, potrącając przy okazji swój puchar i rozlewając napój na profesor McGonagall, która siedziała po jego drugiej stronie.
Hermiona zajęła swoje miejsce przy stole i właśnie sięgała po zupę, kiedy koło niej usiadł Ron. Ucieszyła się w duchu, że jednak zdążyła przed nimi, bo nie miała ochoty na tłumaczenia.
-Jak tam esej? Skończony?- zagadnął Harry, siadając naprzeciwko.
-Tak, w końcu. Co robiliście, jak poszłam?
Zrelacjonowali jej dokładnie wszystko, co ją ominęło, a ona udawała, że słucha, ale myślami była w całkiem innym miejscu, a mianowicie w lochu Snape’a. Nigdy nie sądziła, że będzie miała tak wielką ochotę, jak teraz, żeby udać się do tamtej części szkoły. Rozmyślając tak doszła do wniosku, że jej życie i pogląd na wiele spraw, a zwłaszcza na podział między dobrem i złem uległy radykalnej zmianie. Teraz już nie mogłaby wskazać palcem, kogo uważa za dobrego, a kogo za złego... Posmutniała, myśląc, że przecież Snape’a zawsze uważała za sługę Voldemorta, a przecież ktoś taki, jak on nie mógłby być Śmierciożercą. Po kolacji udała, że jest zmęczona i poszła do swojego dormitorium, gdzie położyła się na łóżku i zasnęła, widząc jego piękne oczy. 

2 komentarze:

  1. Zajebiste, jak zwykle. ;) Czekam na więcej oczywiście :D Cholernie mi się podoba, kocham twój ff, a zawsze byłam na NIE jeśli chodzi o ten parring ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku pisałam tak dla siebie, ale teraz, dzięki Twoim komentarzom pisze już dla Ciebie. Nikt inny tego nie czyta, a przynajmniej nie komentuje, więc zostałaś mi Ty. Dziękuję :*

      Usuń