Bała
się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...
Odwrócił
się do niej i uśmiechnął. Tym razem był to jego dawny uśmiech, który tak
lubiła. Nagle całe zmieszanie prysło i znowu czuli się przy sobie dobrze.
-Nie
ma sprawy- odpowiedział, a widząc, że w jej oczach nadal maluje się lęk,
pogłaskał ją lekko po policzku. Nagle zamarł, bo uzmysłowił sobie, co zrobił.
Patrzyła na niego oniemiała, a on zamarł, dłoń nadal trzymając na jej policzku.
Powoli podniosła rękę i również dotknęła jego policzka. Był gładki, nie tak,
jak policzek... Nie, w tej chwili nie pamiętała, czyj policzek nie był gładki,
a mimo to tak lubiła go dotykać... Jego oczy były szare, z niebieskimi
przebłyskami. Popatrzyła w nie, ale nie mogła się na nich skupić, wciąż myśląc o
brązowych oczach kogoś całkowicie innego. Przysunął się do niej i zbliżył usta
do jej ust. Rozchyliła wargi, ale zanim zdążył ją pocałować, odsunęła się.
-Przepraszam
Ron... Jesteś moim przyjacielem, nie mogę...
-Zmieniłaś
się- szepnął.- Masz kogoś, prawda? Okłamujesz nas ostatnio. Wiemy, że nie
wróciłaś z Hogsmeade prosto do zamku, wiemy, że nie chodziłaś do biblioteki...
Kim on jest?
-Ja...
Nie, nie mogę. Nie... Nie mam nikogo. Po prostu nic do ciebie nie czuję... Nic,
tylko przyjaźń. Nie może być między nami nic więcej... Wybacz mi.
Nie
odpowiedział. Odwrócił się i zostawił ją samą. Padła na stojące w kącie krzesło
i rozpłakała się. Była na siebie zła, że zraniła Rona, była na siebie zła, że
go okłamała, była na siebie zła, że wstydzi się przed przyjaciółmi tego, że
kocha Severusa...
Kiedy
w końcu wyszła z Pokoju Życzeń nie skierowała się w stronę wieży Gryfindoru,
tylko schodami w dół, w stronę lochów. Weszła bez pukanie. Drzwi były
zamknięte, ale użyła zaklęcia otwierającego i weszła do środka, zamykając je za
sobą. Gabinet był pusty, ale drzwi do następnego pomieszczenia były uchylone.
Przeszła przez nie i znalazła się w sypialni Snape’a. Tam również go nie było,
ale w pomieszczeniu obok, do którego drzwi były zamknięte, lała się woda, więc
postanowiła poczekać tutaj, aż Snape się umyje. Czekając na to usiadła na łóżku
i rozejrzała się po pokoju. Był niewielki, w ciemnych kolorach, skromnie
urządzony. Nic do opisywania. Oparła się o ścianę i po raz kolejny się
rozpłakała...
-Hermiona?-
obudziło ją pytanie.
Nad
łóżkiem stał Snape, w samych spodniach i ręcznikiem przerzuconym przez ramię.
Włosy miał mokre, jeszcze ciekła z nich woda.
-Co
ty tu robisz?- w jego głosie nie było złości. Było zdziwienie i lęk. Domyśliła
się, że na jej policzkach nadal musza być widoczne ślady łez.
-Przepraszam-
szepnęła. Wyprostowała się.- Po prostu musiałam do pana... Do ciebie przyjść.
Jeżeli chcesz, to już pójdę- zaczęła się podnosić, ale przytrzymał ją na
miejscu i usiadł obok.
-No
coś ty. Nigdy nie będę chciał, żebyś sobie poszła- zapewnił ją, a ona wtuliła
się w niego, nie przejmując się tym, że jego ciało jest jeszcze wilgotne, a z
jego włosów na jej ramię kapie woda.- Co się stało? Dlaczego płakałaś?-
pogłaskał ją po policzku, podniósł jej dłoń do swoich ust i delikatnie
pocałował. Objął ją ramieniem, a ona wreszcie się uspokoiła. Przy nim czuła się
bezpieczna.
-Nie
zdradziłam cię- szepnęła, a on na te słowa drgnął. Nie zwróciła na to uwagi i
kontynuowała.- Było tak blisko, ale cię nie zdradziłam. Kocham cię. Nigdy nie
byłabym tak z nim szczęśliwa, jak z tobą. On jest tylko moim przyjacielem, nic
więcej nas nie łączy. A mimo to prawie cię zdradziłam. Nie zrobiłam tego, ale
było tak blisko... Przepraszam.
Zapadła
długa cisza, Hermiona bała się na niego popatrzeć, bała się, że w jego oczach
zobaczy ból, ale wiedziała, że musi na niego spojrzeć i zobaczyć, jak na to
zareagował. Podniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy. Nie zobaczyła bólu,
tylko zdziwienie.
-O
czym ty mówisz? Z kim mnie prawie zdradziłaś?- był całkowicie zdezorientowany.
-O...
O Ronie. Ćwiczyliśmy zaklęcia, chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
Powiedziałam mu, że między nami nic nie będzie, że jesteśmy tylko
przyjaciółmi...
-W
takim razie nie masz za co przepraszać- zauważył, ale głos mu zadrgał.
-Mam,
mam za co. Bo ja prawie... Prawie mu uległam. Odsunęłam się dopiero w ostatniej
chwili.
Przez
dłuższy czas panowała między nimi cisza. Nagle Hermiona poczuła, że Snape łapie
ją za ramię, odwraca do siebie i mocno całuje. Nie wyrywała się, nie protestowała-
odpowiedziała tym samym. Kochała go i chciała mu to pokazać najlepiej, jak
umiała.
-Kocham
cię- powiedział, jakby czytał jej w myślach i odsunął się odrobinę, żeby móc
widzieć jej twarz.
-Ja ciebie też kocham, Severusie...- nigdy wcześniej nie odezwała się do
niego po imieniu, ale zobaczyła, że ucieszyło go to, więc powtórzyła.- Kocham
Cię, Severusie.
Zajebiste, jak zwykle! ;)
OdpowiedzUsuń