wtorek, 20 listopada 2012

ROZDZIAŁ X



Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...
Odwrócił się do niej i uśmiechnął. Tym razem był to jego dawny uśmiech, który tak lubiła. Nagle całe zmieszanie prysło i znowu czuli się przy sobie dobrze.
-Nie ma sprawy- odpowiedział, a widząc, że w jej oczach nadal maluje się lęk, pogłaskał ją lekko po policzku. Nagle zamarł, bo uzmysłowił sobie, co zrobił. Patrzyła na niego oniemiała, a on zamarł, dłoń nadal trzymając na jej policzku. Powoli podniosła rękę i również dotknęła jego policzka. Był gładki, nie tak, jak policzek... Nie, w tej chwili nie pamiętała, czyj policzek nie był gładki, a mimo to tak lubiła go dotykać... Jego oczy były szare, z niebieskimi przebłyskami. Popatrzyła w nie, ale nie mogła się na nich skupić, wciąż myśląc o brązowych oczach kogoś całkowicie innego. Przysunął się do niej i zbliżył usta do jej ust. Rozchyliła wargi, ale zanim zdążył ją pocałować, odsunęła się.
-Przepraszam Ron... Jesteś moim przyjacielem, nie mogę...
-Zmieniłaś się- szepnął.- Masz kogoś, prawda? Okłamujesz nas ostatnio. Wiemy, że nie wróciłaś z Hogsmeade prosto do zamku, wiemy, że nie chodziłaś do biblioteki... Kim on jest?
-Ja... Nie, nie mogę. Nie... Nie mam nikogo. Po prostu nic do ciebie nie czuję... Nic, tylko przyjaźń. Nie może być między nami nic więcej... Wybacz mi.
Nie odpowiedział. Odwrócił się i zostawił ją samą. Padła na stojące w kącie krzesło i rozpłakała się. Była na siebie zła, że zraniła Rona, była na siebie zła, że go okłamała, była na siebie zła, że wstydzi się przed przyjaciółmi tego, że kocha Severusa...
Kiedy w końcu wyszła z Pokoju Życzeń nie skierowała się w stronę wieży Gryfindoru, tylko schodami w dół, w stronę lochów. Weszła bez pukanie. Drzwi były zamknięte, ale użyła zaklęcia otwierającego i weszła do środka, zamykając je za sobą. Gabinet był pusty, ale drzwi do następnego pomieszczenia były uchylone. Przeszła przez nie i znalazła się w sypialni Snape’a. Tam również go nie było, ale w pomieszczeniu obok, do którego drzwi były zamknięte, lała się woda, więc postanowiła poczekać tutaj, aż Snape się umyje. Czekając na to usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju. Był niewielki, w ciemnych kolorach, skromnie urządzony. Nic do opisywania. Oparła się o ścianę i po raz kolejny się rozpłakała...
-Hermiona?- obudziło ją pytanie.
Nad łóżkiem stał Snape, w samych spodniach i ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Włosy miał mokre, jeszcze ciekła z nich woda.
-Co ty tu robisz?- w jego głosie nie było złości. Było zdziwienie i lęk. Domyśliła się, że na jej policzkach nadal musza być widoczne ślady łez.
-Przepraszam- szepnęła. Wyprostowała się.- Po prostu musiałam do pana... Do ciebie przyjść. Jeżeli chcesz, to już pójdę- zaczęła się podnosić, ale przytrzymał ją na miejscu i usiadł obok.
-No coś ty. Nigdy nie będę chciał, żebyś sobie poszła- zapewnił ją, a ona wtuliła się w niego, nie przejmując się tym, że jego ciało jest jeszcze wilgotne, a z jego włosów na jej ramię kapie woda.- Co się stało? Dlaczego płakałaś?- pogłaskał ją po policzku, podniósł jej dłoń do swoich ust i delikatnie pocałował. Objął ją ramieniem, a ona wreszcie się uspokoiła. Przy nim czuła się bezpieczna.
-Nie zdradziłam cię- szepnęła, a on na te słowa drgnął. Nie zwróciła na to uwagi i kontynuowała.- Było tak blisko, ale cię nie zdradziłam. Kocham cię. Nigdy nie byłabym tak z nim szczęśliwa, jak z tobą. On jest tylko moim przyjacielem, nic więcej nas nie łączy. A mimo to prawie cię zdradziłam. Nie zrobiłam tego, ale było tak blisko... Przepraszam.
Zapadła długa cisza, Hermiona bała się na niego popatrzeć, bała się, że w jego oczach zobaczy ból, ale wiedziała, że musi na niego spojrzeć i zobaczyć, jak na to zareagował. Podniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy. Nie zobaczyła bólu, tylko zdziwienie.
-O czym ty mówisz? Z kim mnie prawie zdradziłaś?- był całkowicie zdezorientowany.
-O... O Ronie. Ćwiczyliśmy zaklęcia, chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się. Powiedziałam mu, że między nami nic nie będzie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi...
-W takim razie nie masz za co przepraszać- zauważył, ale głos mu zadrgał.
-Mam, mam za co. Bo ja prawie... Prawie mu uległam. Odsunęłam się dopiero w ostatniej chwili.
Przez dłuższy czas panowała między nimi cisza. Nagle Hermiona poczuła, że Snape łapie ją za ramię, odwraca do siebie i mocno całuje. Nie wyrywała się, nie protestowała- odpowiedziała tym samym. Kochała go i chciała mu to pokazać najlepiej, jak umiała.
-Kocham cię- powiedział, jakby czytał jej w myślach i odsunął się odrobinę, żeby móc widzieć jej twarz.
-Ja ciebie też kocham, Severusie...- nigdy wcześniej nie odezwała się do niego po imieniu, ale zobaczyła, że ucieszyło go to, więc powtórzyła.- Kocham Cię, Severusie. 

1 komentarz: