wtorek, 20 listopada 2012

ROZDZIAŁ IX



We wtorek po obiedzie całą trójką poszli do pokoju wspólnego, żeby się pouczyć. Nie zastali tam jednak, jak to zwykle bywało, ciszy i spokoju, ale wielką wrzawę i śmiechy.
-Bombonierki Lesera! Tylko teraz za darmo dla Gryfonów! Szybciej, niedługo się skończą! Brać, zanim wparuje tu nasz kochany Inkwizytor!- darli się Fred i George, stojąc na jednym ze stołów i wymachując nad głową opakowaniem czekoladek.
-Harry! Harry, łap, specjalne pudełko dla ciebie! Powiększone!- krzyknął Fred i rzucił  w ich stronę pudełkiem.
-A własnemu bratu to już nie dadzą- mruknął pod nosem Ron.
-Damy, damy- powiedział George, podchodząc do nich ze swoim bliźniaczym bratem.- Proszę bardzo, ciućki dla naszego małego braciszka.
-To jakiś żart? Po jednym cukierku każdego rodzaju? I na ile ma mi to niby starczyć?- oburzył się rudzielec, aż mu poczerwieniały uszy, z czym było mu wyjątkowo nie do twarzy.
-Naucz się oszczędzać bracie- klepnął go po ramieniu Fred i obaj z Georgem wrócili do reszty Gryfonów, którzy również czekali na Bombonierki.
Usiedli we trójkę przy kominku i Harry rozdzielił sprawiedliwie wszystkie cukierki.
-I po co było tyle zamieszania, Ronald? Ja od nich nic nie dostałam, dopiero Harry mi dał, a jakoś się nie złościłam- powiedziała Hermiona i sięgnęła po leżący na stoliku egzemplarz Proroka Codziennego.
-Ty to co innego, ja jestem ich bratem- odparł Ron, a Hermiona prychnęła.
Nagle przez pokój przebiegła ruda błyskawica i z impetem wskoczyła Hermionie na kolana, a książka spadła na ziemię. Hermiona nic sobie z tego nie robiąc zaczęła przytulać kota, a Ron, najwidoczniej obrażony na cały świat spoglądał za okno, gdzie przecież nie było nic widać, bo strasznie lało.
-Idę... Napisać do Hagrida. Powiem mu, że wpadnę do niego jutro po lekcjach.
-Harry, nie przejmuj się- pocieszyła go Hermiona, która od  razu domyśliła się, co trapi jej przyjaciela. Przez pogodę mecz i tak pewnie zostanie odwołany, więc nikt nie zagra. Musisz wytrzymać, może ropucha w końcu się...
-Zlituje? Żartujesz?- zirytował się Harry, ale dosłownie od razu złość mu przeszła.- Przepraszam, nie powinienem się na tobie wyżywać. Dzięki Hermiono.
Hermiona spodziewała się, że Ron pójdzie za Harrym, ale nie zrobił tego. Dalej siedział, pogrążony w myślach. Czuła się nieswojo, odkąd zostali przyjaciółmi nigdy nie było między nimi tak niezręcznie. Owszem, kłócili się, ale nigdy nie byli tak speszeni... Przynajmniej ona nie była.
-Dość mam już tych wrzasków- odezwał się nagle Ron, spoglądając ze złością na swoich braci, którzy nadal rozdawali zachwyconym Gryfonom Bombonierki.- Chodźmy stąd.
Sama też miała już po dziurki w nosie hałasu, więc bez sprzeciwu ruszyła za Ronem. Przeszli przez dziurę pod portretem Grubej Damy i przystanęli.
-Dokąd pójdziemy?- zapytała Hermiona, patrząc na swoje dłonie.
-Do Pokoju Życzeń. Poćwiczymy zaklęcia z Obrony- wytłumaczył, kiedy spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Ruszyli na siódme piętro, gdzie pojawiły się przed nimi magiczne drzwi do Pokoju Życzeń.
-No więc? Co poćwiczymy?- oboje dalej czuli się nieswojo.
-Nie wiem. Ty coś wybierz...
-Expelliarmus. Niech będzie rozbrajanie.
Stanęli naprzeciwko siebie i przygotowali różdżki. Hermiona czuła się głupio, ale nic nie powiedziała. Jak zwykle to ona pierwsza rzuciła zaklęcie z taką siłą, że Rona wyrzuciło daleko w tył. Podbiegła do niego, żeby zobaczyć, czy nic mu się nie stało. Leżał na podłodze, ale kiedy uklękła koło niego stęknął i ruszył się. Popatrzył na nią i z trudem usiadł, maskując swoje położenie krzywym uśmiechem.
-Zawsze byłaś ode mnie lepsza- stęknął i spróbował się podnieść, ale nie udało mu się.
-Przepraszam- powiedziała, wstała i podała mu rękę, żeby mu pomóc. Podciągnął się z jej pomocą, ale nadal się chwiał.
Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz