We
wtorek po obiedzie całą trójką poszli do pokoju wspólnego, żeby się pouczyć.
Nie zastali tam jednak, jak to zwykle bywało, ciszy i spokoju, ale wielką
wrzawę i śmiechy.
-Bombonierki
Lesera! Tylko teraz za darmo dla Gryfonów! Szybciej, niedługo się skończą!
Brać, zanim wparuje tu nasz kochany Inkwizytor!- darli się Fred i George,
stojąc na jednym ze stołów i wymachując nad głową opakowaniem czekoladek.
-Harry!
Harry, łap, specjalne pudełko dla ciebie! Powiększone!- krzyknął Fred i
rzucił w ich stronę pudełkiem.
-A
własnemu bratu to już nie dadzą- mruknął pod nosem Ron.
-Damy,
damy- powiedział George, podchodząc do nich ze swoim bliźniaczym bratem.-
Proszę bardzo, ciućki dla naszego małego braciszka.
-To
jakiś żart? Po jednym cukierku każdego rodzaju? I na ile ma mi to niby starczyć?-
oburzył się rudzielec, aż mu poczerwieniały uszy, z czym było mu wyjątkowo nie
do twarzy.
-Naucz
się oszczędzać bracie- klepnął go po ramieniu Fred i obaj z Georgem wrócili do
reszty Gryfonów, którzy również czekali na Bombonierki.
Usiedli
we trójkę przy kominku i Harry rozdzielił sprawiedliwie wszystkie cukierki.
-I po
co było tyle zamieszania, Ronald? Ja od nich nic nie dostałam, dopiero Harry mi
dał, a jakoś się nie złościłam- powiedziała Hermiona i sięgnęła po leżący na
stoliku egzemplarz Proroka Codziennego.
-Ty
to co innego, ja jestem ich bratem- odparł Ron, a Hermiona prychnęła.
Nagle
przez pokój przebiegła ruda błyskawica i z impetem wskoczyła Hermionie na
kolana, a książka spadła na ziemię. Hermiona nic sobie z tego nie robiąc
zaczęła przytulać kota, a Ron, najwidoczniej obrażony na cały świat spoglądał
za okno, gdzie przecież nie było nic widać, bo strasznie lało.
-Idę...
Napisać do Hagrida. Powiem mu, że wpadnę do niego jutro po lekcjach.
-Harry,
nie przejmuj się- pocieszyła go Hermiona, która od razu domyśliła się, co trapi jej przyjaciela. Przez pogodę mecz i
tak pewnie zostanie odwołany, więc nikt nie zagra. Musisz wytrzymać, może
ropucha w końcu się...
-Zlituje?
Żartujesz?- zirytował się Harry, ale dosłownie od razu złość mu przeszła.-
Przepraszam, nie powinienem się na tobie wyżywać. Dzięki Hermiono.
Hermiona
spodziewała się, że Ron pójdzie za Harrym, ale nie zrobił tego. Dalej siedział,
pogrążony w myślach. Czuła się nieswojo, odkąd zostali przyjaciółmi nigdy nie
było między nimi tak niezręcznie. Owszem, kłócili się, ale nigdy nie byli tak
speszeni... Przynajmniej ona nie była.
-Dość
mam już tych wrzasków- odezwał się nagle Ron, spoglądając ze złością na swoich
braci, którzy nadal rozdawali zachwyconym Gryfonom Bombonierki.- Chodźmy stąd.
Sama
też miała już po dziurki w nosie hałasu, więc bez sprzeciwu ruszyła za Ronem.
Przeszli przez dziurę pod portretem Grubej Damy i przystanęli.
-Dokąd
pójdziemy?- zapytała Hermiona, patrząc na swoje dłonie.
-Do
Pokoju Życzeń. Poćwiczymy zaklęcia z Obrony- wytłumaczył, kiedy spojrzała na
niego ze zdziwieniem.
Ruszyli
na siódme piętro, gdzie pojawiły się przed nimi magiczne drzwi do Pokoju
Życzeń.
-No
więc? Co poćwiczymy?- oboje dalej czuli się nieswojo.
-Nie
wiem. Ty coś wybierz...
-Expelliarmus.
Niech będzie rozbrajanie.
Stanęli
naprzeciwko siebie i przygotowali różdżki. Hermiona czuła się głupio, ale nic
nie powiedziała. Jak zwykle to ona pierwsza rzuciła zaklęcie z taką siłą, że
Rona wyrzuciło daleko w tył. Podbiegła do niego, żeby zobaczyć, czy nic mu się
nie stało. Leżał na podłodze, ale kiedy uklękła koło niego stęknął i ruszył
się. Popatrzył na nią i z trudem usiadł, maskując swoje położenie krzywym
uśmiechem.
-Zawsze
byłaś ode mnie lepsza- stęknął i spróbował się podnieść, ale nie udało mu się.
-Przepraszam-
powiedziała, wstała i podała mu rękę, żeby mu pomóc. Podciągnął się z jej
pomocą, ale nadal się chwiał.
Bała
się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz