wtorek, 20 listopada 2012

ROZDZIAŁ X



Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...
Odwrócił się do niej i uśmiechnął. Tym razem był to jego dawny uśmiech, który tak lubiła. Nagle całe zmieszanie prysło i znowu czuli się przy sobie dobrze.
-Nie ma sprawy- odpowiedział, a widząc, że w jej oczach nadal maluje się lęk, pogłaskał ją lekko po policzku. Nagle zamarł, bo uzmysłowił sobie, co zrobił. Patrzyła na niego oniemiała, a on zamarł, dłoń nadal trzymając na jej policzku. Powoli podniosła rękę i również dotknęła jego policzka. Był gładki, nie tak, jak policzek... Nie, w tej chwili nie pamiętała, czyj policzek nie był gładki, a mimo to tak lubiła go dotykać... Jego oczy były szare, z niebieskimi przebłyskami. Popatrzyła w nie, ale nie mogła się na nich skupić, wciąż myśląc o brązowych oczach kogoś całkowicie innego. Przysunął się do niej i zbliżył usta do jej ust. Rozchyliła wargi, ale zanim zdążył ją pocałować, odsunęła się.
-Przepraszam Ron... Jesteś moim przyjacielem, nie mogę...
-Zmieniłaś się- szepnął.- Masz kogoś, prawda? Okłamujesz nas ostatnio. Wiemy, że nie wróciłaś z Hogsmeade prosto do zamku, wiemy, że nie chodziłaś do biblioteki... Kim on jest?
-Ja... Nie, nie mogę. Nie... Nie mam nikogo. Po prostu nic do ciebie nie czuję... Nic, tylko przyjaźń. Nie może być między nami nic więcej... Wybacz mi.
Nie odpowiedział. Odwrócił się i zostawił ją samą. Padła na stojące w kącie krzesło i rozpłakała się. Była na siebie zła, że zraniła Rona, była na siebie zła, że go okłamała, była na siebie zła, że wstydzi się przed przyjaciółmi tego, że kocha Severusa...
Kiedy w końcu wyszła z Pokoju Życzeń nie skierowała się w stronę wieży Gryfindoru, tylko schodami w dół, w stronę lochów. Weszła bez pukanie. Drzwi były zamknięte, ale użyła zaklęcia otwierającego i weszła do środka, zamykając je za sobą. Gabinet był pusty, ale drzwi do następnego pomieszczenia były uchylone. Przeszła przez nie i znalazła się w sypialni Snape’a. Tam również go nie było, ale w pomieszczeniu obok, do którego drzwi były zamknięte, lała się woda, więc postanowiła poczekać tutaj, aż Snape się umyje. Czekając na to usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju. Był niewielki, w ciemnych kolorach, skromnie urządzony. Nic do opisywania. Oparła się o ścianę i po raz kolejny się rozpłakała...
-Hermiona?- obudziło ją pytanie.
Nad łóżkiem stał Snape, w samych spodniach i ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Włosy miał mokre, jeszcze ciekła z nich woda.
-Co ty tu robisz?- w jego głosie nie było złości. Było zdziwienie i lęk. Domyśliła się, że na jej policzkach nadal musza być widoczne ślady łez.
-Przepraszam- szepnęła. Wyprostowała się.- Po prostu musiałam do pana... Do ciebie przyjść. Jeżeli chcesz, to już pójdę- zaczęła się podnosić, ale przytrzymał ją na miejscu i usiadł obok.
-No coś ty. Nigdy nie będę chciał, żebyś sobie poszła- zapewnił ją, a ona wtuliła się w niego, nie przejmując się tym, że jego ciało jest jeszcze wilgotne, a z jego włosów na jej ramię kapie woda.- Co się stało? Dlaczego płakałaś?- pogłaskał ją po policzku, podniósł jej dłoń do swoich ust i delikatnie pocałował. Objął ją ramieniem, a ona wreszcie się uspokoiła. Przy nim czuła się bezpieczna.
-Nie zdradziłam cię- szepnęła, a on na te słowa drgnął. Nie zwróciła na to uwagi i kontynuowała.- Było tak blisko, ale cię nie zdradziłam. Kocham cię. Nigdy nie byłabym tak z nim szczęśliwa, jak z tobą. On jest tylko moim przyjacielem, nic więcej nas nie łączy. A mimo to prawie cię zdradziłam. Nie zrobiłam tego, ale było tak blisko... Przepraszam.
Zapadła długa cisza, Hermiona bała się na niego popatrzeć, bała się, że w jego oczach zobaczy ból, ale wiedziała, że musi na niego spojrzeć i zobaczyć, jak na to zareagował. Podniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy. Nie zobaczyła bólu, tylko zdziwienie.
-O czym ty mówisz? Z kim mnie prawie zdradziłaś?- był całkowicie zdezorientowany.
-O... O Ronie. Ćwiczyliśmy zaklęcia, chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się. Powiedziałam mu, że między nami nic nie będzie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi...
-W takim razie nie masz za co przepraszać- zauważył, ale głos mu zadrgał.
-Mam, mam za co. Bo ja prawie... Prawie mu uległam. Odsunęłam się dopiero w ostatniej chwili.
Przez dłuższy czas panowała między nimi cisza. Nagle Hermiona poczuła, że Snape łapie ją za ramię, odwraca do siebie i mocno całuje. Nie wyrywała się, nie protestowała- odpowiedziała tym samym. Kochała go i chciała mu to pokazać najlepiej, jak umiała.
-Kocham cię- powiedział, jakby czytał jej w myślach i odsunął się odrobinę, żeby móc widzieć jej twarz.
-Ja ciebie też kocham, Severusie...- nigdy wcześniej nie odezwała się do niego po imieniu, ale zobaczyła, że ucieszyło go to, więc powtórzyła.- Kocham Cię, Severusie. 

ROZDZIAŁ IX



We wtorek po obiedzie całą trójką poszli do pokoju wspólnego, żeby się pouczyć. Nie zastali tam jednak, jak to zwykle bywało, ciszy i spokoju, ale wielką wrzawę i śmiechy.
-Bombonierki Lesera! Tylko teraz za darmo dla Gryfonów! Szybciej, niedługo się skończą! Brać, zanim wparuje tu nasz kochany Inkwizytor!- darli się Fred i George, stojąc na jednym ze stołów i wymachując nad głową opakowaniem czekoladek.
-Harry! Harry, łap, specjalne pudełko dla ciebie! Powiększone!- krzyknął Fred i rzucił  w ich stronę pudełkiem.
-A własnemu bratu to już nie dadzą- mruknął pod nosem Ron.
-Damy, damy- powiedział George, podchodząc do nich ze swoim bliźniaczym bratem.- Proszę bardzo, ciućki dla naszego małego braciszka.
-To jakiś żart? Po jednym cukierku każdego rodzaju? I na ile ma mi to niby starczyć?- oburzył się rudzielec, aż mu poczerwieniały uszy, z czym było mu wyjątkowo nie do twarzy.
-Naucz się oszczędzać bracie- klepnął go po ramieniu Fred i obaj z Georgem wrócili do reszty Gryfonów, którzy również czekali na Bombonierki.
Usiedli we trójkę przy kominku i Harry rozdzielił sprawiedliwie wszystkie cukierki.
-I po co było tyle zamieszania, Ronald? Ja od nich nic nie dostałam, dopiero Harry mi dał, a jakoś się nie złościłam- powiedziała Hermiona i sięgnęła po leżący na stoliku egzemplarz Proroka Codziennego.
-Ty to co innego, ja jestem ich bratem- odparł Ron, a Hermiona prychnęła.
Nagle przez pokój przebiegła ruda błyskawica i z impetem wskoczyła Hermionie na kolana, a książka spadła na ziemię. Hermiona nic sobie z tego nie robiąc zaczęła przytulać kota, a Ron, najwidoczniej obrażony na cały świat spoglądał za okno, gdzie przecież nie było nic widać, bo strasznie lało.
-Idę... Napisać do Hagrida. Powiem mu, że wpadnę do niego jutro po lekcjach.
-Harry, nie przejmuj się- pocieszyła go Hermiona, która od  razu domyśliła się, co trapi jej przyjaciela. Przez pogodę mecz i tak pewnie zostanie odwołany, więc nikt nie zagra. Musisz wytrzymać, może ropucha w końcu się...
-Zlituje? Żartujesz?- zirytował się Harry, ale dosłownie od razu złość mu przeszła.- Przepraszam, nie powinienem się na tobie wyżywać. Dzięki Hermiono.
Hermiona spodziewała się, że Ron pójdzie za Harrym, ale nie zrobił tego. Dalej siedział, pogrążony w myślach. Czuła się nieswojo, odkąd zostali przyjaciółmi nigdy nie było między nimi tak niezręcznie. Owszem, kłócili się, ale nigdy nie byli tak speszeni... Przynajmniej ona nie była.
-Dość mam już tych wrzasków- odezwał się nagle Ron, spoglądając ze złością na swoich braci, którzy nadal rozdawali zachwyconym Gryfonom Bombonierki.- Chodźmy stąd.
Sama też miała już po dziurki w nosie hałasu, więc bez sprzeciwu ruszyła za Ronem. Przeszli przez dziurę pod portretem Grubej Damy i przystanęli.
-Dokąd pójdziemy?- zapytała Hermiona, patrząc na swoje dłonie.
-Do Pokoju Życzeń. Poćwiczymy zaklęcia z Obrony- wytłumaczył, kiedy spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Ruszyli na siódme piętro, gdzie pojawiły się przed nimi magiczne drzwi do Pokoju Życzeń.
-No więc? Co poćwiczymy?- oboje dalej czuli się nieswojo.
-Nie wiem. Ty coś wybierz...
-Expelliarmus. Niech będzie rozbrajanie.
Stanęli naprzeciwko siebie i przygotowali różdżki. Hermiona czuła się głupio, ale nic nie powiedziała. Jak zwykle to ona pierwsza rzuciła zaklęcie z taką siłą, że Rona wyrzuciło daleko w tył. Podbiegła do niego, żeby zobaczyć, czy nic mu się nie stało. Leżał na podłodze, ale kiedy uklękła koło niego stęknął i ruszył się. Popatrzył na nią i z trudem usiadł, maskując swoje położenie krzywym uśmiechem.
-Zawsze byłaś ode mnie lepsza- stęknął i spróbował się podnieść, ale nie udało mu się.
-Przepraszam- powiedziała, wstała i podała mu rękę, żeby mu pomóc. Podciągnął się z jej pomocą, ale nadal się chwiał.
Bała się, że Ron znów się wywróci, więc przytrzymała go za rękę...

ROZDZIAŁ VIII



-No nie, znowu eliksiry i Snape...
Czy on zawsze musi to powtarzać? Hermionę to zdenerwowało. Nie mógłby zostawić tego komentarza dla siebie? Nie odpowiedziała mu, tylko spojrzała na niego ze złością, co on najwidoczniej, jak zwykle zresztą wziął za komentarz do tego, że Ron nie przejmuje się SUMami.
Weszli do lochu, w którym jak zawsze siedzieli już Ślizgoni. Hermiona nie bardzo wiedziała, co zrobić. Wszystkie tylne ławki były już zajęte, a nie chciała siadać w pobliżu nauczyciele, bo nie mogła sobie wyobrazić, jak ma się zachować, kiedy wkoło nich było tylu uczniów. Nie mając innego wyjścia stanęła przy stoliku w pierwszym rzędzie i zaczęła rozpakowywać składniki eliksirów. O tym, że wszedł do klasy poinformowała ją nagła cisza, ale nie ośmieliła się podnieść głowy i spojrzeć na niego. Czuła, że jej policzki robią się czerwone, ale na szczęście większość osób w klasie, łącznie z nią, zaczęła już rozpalać ogień pod swoimi kociołkami, więc miała na to wytłumaczenie.
-Tematem dzisiejszej lekcji jest Veritaserum- usłyszawszy ten głos nie mogła się powstrzymać i zerknęła w górę. Stał przy ich stoliku, dokładnie nad nią.
-Potter! Opisz mi działanie tego eliksiru- zwrócił się, jak zwykle, do Harry’ego, ale Hermiona wiedziała, że to było dla niego tylko pretekstem, żeby móc podejść do niej.
-Hmmm... No więc Veritaserum, to inaczej eliksir prawdy. Po jego wypiciu będzie się mówić prawdę, nawet na temat tych rzeczy, które najbardziej chce się zataić.
-No, no. Nie spodziewałem się, Potter, że kiedykolwiek odpowiesz poprawnie na moich zajęciach.
-Kto mi powie, jak ma wyglądać prawidłowo uważony Veritaserum?
Hermiona miała już odruchowo podnieść rękę, ale się powstrzymała. Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem, ale na szczęście nikt tego nie skomentował.
-Malfoy? Odpowiesz?- Snape zwrócił się do Dracona, który do tej pory rozśmieszał Ślizgonów, unosząc zaklęciem nad głową Neville’a szczurzy ogon. Malfoy przestał się koncentrować na ogonie i ten spadł na głowę Neville’a, co Ślizgoni przyjęli ze śmiechem, a Gryfoni z oburzeniem.
-Słucham, panie profesorze? Zamyśliłem się- odpowiedział bez zmieszanie Draco, wiedząc, że jak zawsze, u Snape’a mu się upiecze.
-Trzeba było uważać- a jednak się pomylił, co najwidoczniej nim wstrząsnęło.- Slytherin stracił właśnie przez pana 10 punktów za to, że pan nie uważał i 10 punktów za bawienie się składnikami do eliksirów.
Wszyscy byli w szoku. Snape nie dość, że odebrał punkty Ślizgonom, to jeszcze ośmieszył Malfoy’a przed całą klasą.
-Niech no tylko ojciec się dowie- mruknął Malfoy tak cicho, że tylko nieliczni to usłyszeli. Hermiona uśmiechnęła się, patrząc na swój kociołek, w którym już gotowała się woda. Wiedziała to już wcześniej, ale teraz się to potwierdziło: Snape się zmienił i to na lepsze.
-Wracając do tematu lekcji. Veritaserum, jak słusznie zauważył pan Potter- znowu szok, Snape pochwalił Harry’ego- jest eliksirem prawdy. Warzy się go miesiąc, składniki są trudne do zdobycia, a samo uwarzenie jest bardzo skomplikowane. Jednakże dyrektor zatroszczył się o składniki dla was wszystkich, dlatego dzisiaj możecie rozpocząć pracę nad tym eliksirem. Przez następny miesiąc będziemy to kontynuować, a później nagrodzimy tych, którym eliksir wyjdzie najlepiej. Macie dwie godziny, po tym czasie przejdę po klasie, żeby zobaczyć efekty. Opis macie na stronie 483. Składniki znajdziecie na moim biurku.
Hermiona szybko przeleciała wzrokiem po liście składników niezbędnych do pierwszego etapu warzenia Veritaserum i spisała te, których nie posiadała w swoich zapasach. Ruszyła w stronę biurka Snape’a, żeby wziąć to, czego potrzebowała. Miała zamiar szybko to zrobić i wrócić na swoje miejsce. Niestety, jak na złość nie mogła znaleźć smoczej krwi, która była niezbędna do tego eliksiru. Rozglądała się, coraz bardziej spanikowana. Nie chciała prosić Snape’a o pomoc, ale jak sama nie znajdzie, to będzie musiała. Nagle dostrzegła, że czyjaś blada dłoń podsuwa do niej flaszkę ze smocza krwią. Podniosła głowę i zobaczyła, że Snape przygląda jej się, ciągle trzymając w ręku to, czego tak potrzebowała. Wzięła to, przy okazji dotykając jego dłoni i szybko odeszła do swojego stolika, gdzie Harry i Ron zaczęli już odmierzać oczy żuków.
-Co ty tam tak długo robiłaś?- Harry popatrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nic... Nic. Nie mogłam znaleźć smoczej krwi- wyjaśniła pospiesznie i również zabrała się do pracy.
Po dwóch godzinach jej eliksir wyglądał jak błoto. Niby była to pierwsza z faz jego wyglądu, ale powinna się już zmienić pół godziny temu. Rozejrzała się po klasie i z ulgą spostrzegła, że i tak zaszła najdalej, bo w kociołkach innych była albo zielonkawa woda, albo brązowe kamienie. Neville miał całą szatę zalaną eliksirem, a Seamus przypalone włosy. Uśmiechnęła się lekko.
-I co się cieszysz? Wiadomo było, że zrobisz to najlepiej- powiedział Ron, próbując rozwalić jeden z kamieni w swoim kociołku.
Nie odpowiedziała mu, bo w tym momencie do ich stolika podszedł Snape. Spojrzał z pogardą na kamienie Rona i Harry’ego i prawie niedostrzegalnie uśmiechnął się do Hermiony. Zamieszał w jej eliksirze i poszedł dalej, gdzie zaczął się drzeć na Malfoy’a za to, że do swojego eliksiru dodał ogon szczura.
-Otrułbyś każdego, kto by się tego napił! Na liście składników NIGDZIE nie ma wymienionego szczurzego ogona!- takiego szoku jeszcze nie przeżyli. Malfoy był przerażony, widać było, że najchętniej uciekłby z lochu i nigdy więcej do niego nie wracał....
-To było coś- cieszył się Ron, kiedy ruszyli w stronę klasy profesor McGonagall. 

SEVERUS



Nie potrafił zrozumieć, jak mógł być tak głupi. Przecież to jego uczennica! A on zachował się tak nierozważnie... Okazało się, że ona ma więcej rozumu, niż on. Gdyby sama się nie odsunęła... Nie wiedział, jak mogłoby się to skończyć. Co on w ogóle wyprawiał? Po co w ogóle za nią poszedł? Mógł zostać pod Trzema Miotłami... Wiedział, że zrozumiałaby to, ale nie potrafił się opanować. On, zawsze przecież taki rozsądny... Poszedł za nią, ale to ona pierwsza do niego podeszła, to ona zaczęła go całować... Jej delikatne, piękne usta... Jej miękkie włosy, gładka skóra na plecach... I jej palce... Tak delikatnie go dotykała... A kiedy zdjęła bluzkę... Była piękna, nie dało się zaprzeczyć. Kochał ją. Ale to on powinien być silny, to on powinien pierwszy to przerwać... Później zdjęła jego szatę. Wiedział, że jest od niej o wiele starszy, że ona jest taka piękna, a on... Wstydził się. Kiedy ona na niego popatrzyła chciał zapaść się pod ziemię. Ale widok jego nagiego torsu nie zraził jej, Uśmiechnęła się do niego, palcami zaczęła wodzić po jego brzuchu, co sprawiło, że wszystkie jego mięśnie się napięły. I znowu nie zareagował tak, jak powinien. Powinien wstać, ubrać się i wyjść, a zamiast tego zaczął ja całować! Zabolało go, kiedy się odsunęła, ale później, kiedy o tym myślał doszedł do wniosku, że to było najlepsze, co mogła w tamtej chwili zrobić...
Kiedy weszła do sali i się do niego uśmiechnęła, poczuł, że nigdy nie był tak szczęśliwy. Po krótkiej chwili jednak odwróciła się do tego idioty, Hagrida i udała, że ten uśmiech był skierowany do niego. Zdenerwował się, kiedy zobaczył, że ten rudzielec, Ron, usiadł koło niej. Nie spodziewał się po sobie zazdrości, ale okazało się, że jednak jest o nią bardzo, bardzo zazdrosny. Na szczęście zajęła się rozmową z Potter’em. Nienawidził go, ale przynajmniej się nie obawiał, że mógłby zakochać się w Hermionie. Severus doskonale wiedział, że Potter zakochany jest w siostrze rudzielca, Ginny, ale ten Ron... Na niego trzeba uważać, widać, że czuje do Hermiony coś więcej, niż zwykłą przyjaźń. Siedział tak, rozmyślając i nawet nie zauważył, że obiad dobiegł końca. Z zadumy wyrwało go dopiero poruszenie przy stołach uczniów, kiedy wstali, żeby rozejść się do swoich dormitoriów. Rozejrzał się i dostrzegł Hermionę stojącą w drzwiach i czekającą z Weasley’em na Pottera. Ona również się rozglądała i ich spojrzenia się spotkały. Nie trwało to długo, ale w tym czasie starał się przekazać jej całe swoje uczucie. 

ROZDZIAŁ VII



Wyszła na dwór, ale nie skierowała się w stronę Hogwartu. Po odejściu kilku kroków od drzwi odwróciła się, a kiedy zobaczyła, że Snape za nią wyszedł i znalazł ją wzrokiem skierowała się w stronę Wrzeszczącej Chaty. Ruszył za nią.
-Alohomora- wycelowała różdżką w drzwi Chaty, a te otworzyły się z przejmującym zgrzytem.
Weszła do środka, pozostawiając drzwi otwarte i ruszyła schodami na górę, gdzie, jak wiedziała, mieściła się sypialnia. Kiedy była w połowie schodów usłyszała, że drzwi zamykają się i ktoś za nią idzie. Przystanęła dopiero wtedy, kiedy dotarła do sypialni. Odwróciła się i zobaczyła Snape'a stojącego w drzwiach. Mimo, że wiedziała, że to on przyszedł za nią do Wrzeszczącej Chaty, to kiedy zobaczyła go z tak bliska, serce zabiło jej kilka razy mocniej. Bez słowa podeszła do niego i go pocałowała, a on odpowiedział tym samym. W końcu oderwali się od siebie, podeszli do wielkiego łóżka i usiedli na nim. Hermiona podciągnęła jeden z jego rękawów i zaczęła wodzić palcami po jego ręku, a on w tym czasie bawił się jej włosami. Po chwili położyła się na plecach, a on zrobił to samo koło niej i leżeli tak, patrząc na siebie i trzymając się za ręce. Hermiona przysunęła się i pocałowała go. Odwróciła się na bok, a on zaczął wodzić dłonią po jej plecach, drugą wplatając w jej włosy.
-Kocham cię- szepnęła między jednym, a drugi pocałunkiem.- Kocham cię.
Poczuła, że wsuwa rękę pod jej bluzkę i jego dłoń dotknęła gołej skóry na jej plecach. Nie przeszkadzało jej to. Wtuliła się w niego, rozpięła górne guziki jego szaty i łaskotała go po klatce piersiowej. Snape przesunął dłoń i dotknął jej brzucha, co wywołało u obojga dreszcz. Usiadła i zdjęła krawat, a następnie bluzkę. Wpatrywał się w nią z zachwytem. Hermiony nie krępował fakt, że znają swoje uczucia od tak niedawna, ani to, że jest od niej o tyle lat starszy. Wiedziała, że go kocha i chciała z nim być, w każdym znaczeniu tego słowa. Dokończyła rozpinanie guzików w jego szacie i zdjęła mu ją, nie przerywając ani na chwilę kontaktu wzrokowego. W jego oczach dostrzegła lęk, jakby bał się, że jej się nie spodoba i po prostu go zostawi. Uśmiechnęła się, żeby dodać mu otuchy i dotknęła jego nagiego, bardzo bladego brzucha. W odpowiedzi przytulił ją i mocno, namiętnie pocałował w usta.
Hermiona nagle odsunęła się od niego i szybko się ubrała.
-Przepraszam- powiedziała zdyszana.- Nie... Nie mogę.
Nie pokazał żadnym gestem, że go to zraniło, ale z jego oczu można było wyczytać ból. Popatrzyła na niego, uśmiechnęła się przepraszająco, a na widok jej uśmiechu w jego oczach zabłysła taka czułość, że Hermiona miała ochotę znowu się w niego wtulić. Powstrzymała się jednak. Chwyciła tylko jego dłoń, ścisnęła ją i odwróciła się do wyjścia.
-Kocham cię- usłyszała za sobą. Z radości poczuła, że mogłaby latać.
-Ja ciebie też- szepnęła, wiedząc, że i tak usłyszy i szybko wyszła.
Całą drogę do szkoły biegła, ale nie był to gest ucieczki, tylko szczęście, wolności. Uśmiechała się i nie przejęła się nawet faktem, że na korytarzu wpadła na Filch’a. Pomyślała, że i tak biegła za szybko, żeby mógł ją rozpoznać, więc nie dopadną jej żadne konsekwencje. Zbliżała się akurat pora obiadu, więc ruszyła w stronę wielkiej sali. Wchodząc odruchowo spojrzała na stół, przy którym siedzieli nauczyciele i uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła, że Snape, który przecież wyszedł z Wrzeszczącej Chaty po niej, siedzi już na swoim miejscu. Szybko jednak się odwróciła i udała, że ten uśmiech skierowany był do Hagrida, który siedział koło Snape’a. Pomachała mu, a on odmachał, potrącając przy okazji swój puchar i rozlewając napój na profesor McGonagall, która siedziała po jego drugiej stronie.
Hermiona zajęła swoje miejsce przy stole i właśnie sięgała po zupę, kiedy koło niej usiadł Ron. Ucieszyła się w duchu, że jednak zdążyła przed nimi, bo nie miała ochoty na tłumaczenia.
-Jak tam esej? Skończony?- zagadnął Harry, siadając naprzeciwko.
-Tak, w końcu. Co robiliście, jak poszłam?
Zrelacjonowali jej dokładnie wszystko, co ją ominęło, a ona udawała, że słucha, ale myślami była w całkiem innym miejscu, a mianowicie w lochu Snape’a. Nigdy nie sądziła, że będzie miała tak wielką ochotę, jak teraz, żeby udać się do tamtej części szkoły. Rozmyślając tak doszła do wniosku, że jej życie i pogląd na wiele spraw, a zwłaszcza na podział między dobrem i złem uległy radykalnej zmianie. Teraz już nie mogłaby wskazać palcem, kogo uważa za dobrego, a kogo za złego... Posmutniała, myśląc, że przecież Snape’a zawsze uważała za sługę Voldemorta, a przecież ktoś taki, jak on nie mógłby być Śmierciożercą. Po kolacji udała, że jest zmęczona i poszła do swojego dormitorium, gdzie położyła się na łóżku i zasnęła, widząc jego piękne oczy. 

poniedziałek, 19 listopada 2012

ROZDZIAŁ VI



Po dotarciu do Hogsmeade weszli do Miodowego Królestwa, gdzie od razu rzuciła im się w oczy wielka, kolorowa wystawa. Podeszli bliżej i zobaczyli napis: Cukrowe sowy. Możesz je zjeść, ale przesyłać nimi wiadomości. Każda za jedyne dwa sykle. Na półce stała wielka klatka, a w niej latała chmara malutkich sówek z cukru.
-Jakie słodkie- zachwyciła się Hermiona.- Kupię sobie. Jak myślicie, lepsza ta szara, czy brązowa?
-Zdecydowanie brązowa. Ale kup sobie dwie, twój potwór będzie miał za czym ganiać.
-Nie nazywaj tak Krzywołapa, Ronald! Ale masz rację, kupię mu jedną.
-Ja nie kupię żadnej. Nawet mimo tego, że są z cukru, to jak znam Hedwigę, obrazi się na mnie.
Hermiona wybrała sobie dwie sówki i przeszli do następnej półki. Kiedy już zapłacili za wybrane łakocie i wyszli z Miodowego Królestwa ruszyli w stronę Trzech Mioteł, żeby napić się kremowego piwa i porozmawiać w spokoju. Hermiona zauważyła, że Ron co chwilę na nią zerka.
-Co jest? Pobrudziłam się?- zdenerwowała się w końcu. Bo niby czemu ma się tak gapić?
-Nie, nie. O co ci chodzi? Ostatnio jesteś jakaś dziwna.
-Co to niby ma znaczyć?
-Ej, spokojnie. Nie przyszliśmy tu, żeby się kłócić. Ludzie na nas patrzą- Harry jak zwykle przerwał spór.
Weszli do pubu i usiedli w kącie. W środku było dosyć tłoczno. W końcu sali zobaczyli Hagrida i pomachali mu, żeby usiadł z nimi.
-Cześć dzieciaki. Jak tam, Harry?
-Witam w pubie pod Trzema Miotłami. Co podać?- do ich stolika podeszła kelnerka, madame Rosmerta.
-Trzy razy piwo kremowe poproszę- złożyła zamówienie Hermiona.
-A dla pana?
-Ognistą Whisky.
Czekając na zamówienie zaczęli rozmawiać o lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami i Hagrid wyznał im, oczywiście w tajemnicy, że na najbliższych lekcjach będą zajmować się małymi hipogryfami.
-Pewien jesteś, że to dobry pomysł? Jak Malfoy się o tym dowie...
Hermiona przestała ich słuchać, bo właśnie w tej chwili naprzeciwko niej usiadł Snape. Nie zauważyła, kiedy wszedł do środka. Podeszła do niego madame Rosmerta, ale odgonił ją machnięciem ręki, a ona odeszła urażona. Siedział tam i po prostu się na nią patrzył. Na szczęście tylko ona była odwrócona do niego przodem, Harry, Hagrid i Ron siedzieli po drugiej stronie stołu i nie zauważyli go. Uśmiechnęła się lekko, a on ledwie dostrzegalnie odwzajemnił uśmiech.
-Hermiono? Jesteś tu?- wyrwał ją z zamyślenia głos Harry'ego.- Co jest?
-Nic, nic. Zamyśliłam się. Co mówiłeś?
-Pytałem, czy uważasz, że lekcje z hipogryfami to dobry pomysł.
-Ah, tak. Myślę, że tak. Żaden z tych Malfoy'a nie skrzywdził, nie może nic zrobić, a sam chyba też nie za bardzo będzie chciał się do nich zbliżać, więc nie ma o co się martwić.
Znowu wyłączyła się z rozmowy, zastanawiając się, jak może się wyrwać, bo nagle przeszła jej ochota na przebywanie z przyjaciółmi.
-Słuchajcie, mam jeszcze do napisania ten esej, muszę iść. Zobaczymy się w szkole- powiedziała, zebrała swoje rzeczy i wyszła, znowu nie dając im możliwości do zatrzymania jej.

piątek, 9 listopada 2012

SEVERUS



Kiedy go pocałowała poczuł, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. A później jeszcze powiedziała mu, że go kocha. Ale zaraz po tym wyszła. Teraz siedział przy biurku i gapił się przed siebie, rozmyślając. Ta sytuacja była dla niego bardzo trudna. Nigdy się z nikim nie związał, chociaż przecież kochał i nadal kocha pewną dziewczynę, mimo, że ona wybrała innego, a teraz już nie żyje. Lily. Lily Evans, w której zakochał się jeszcze jako dziecko, która była jego jedyną przyjaciółką, która broniła go przed tym Potterem i jego bandą. Która na koniec wyszła za tego właśnie Pottera. Lily, która umarła właśnie przez niego, bo zdradził Voldemortowi treść przepowiedni... Lily, której syn uczy się teraz w Hogwarcie, jest przyjacielem Hermiony. Tak podobny do swojego ojca... Ale jego oczy. Oczy ma identyczne, jak jego matka. Kiedy zdał sobie sprawę z tego, że kocha Hermionę, przeraził się. Kiedy ją pocałował... Poczuł, że zdradza Lily, jego Lily... Wiedział, że nie powinien tak myśleć. W końcu Lily go nie kochała, wybrała tego Pottera, w końcu od wielu lat nie żyje... Ale łatwo powiedzieć, rzeczywistość jest inna. Miał ogromne wyrzuty sumienia, ale jednocześnie czuł, że nie może dalej żyć bez niej. Tym razem, mówiąc o niej miał na myśli Hermionę, nie Lily, co zdarzyło mu się pierwszy raz w życiu. Jeszcze kilka dni temu, zapytany o miłość odpowiedziałby Lily, teraz już nie. Słowo, które tak pasowało mu do miłość uległo zmianie i teraz brzmiało Hermiona. Severus wiedział, że nie powinien spotykać się z uczennicą, tym bardziej się z nią całować, ale nie potrafił. On, chyba jako jedyny z wychowanych w Slytherinie, nie był wrogiem Gryfindoru. W końcu tam trafiła Lily, to jest dom Hermiony... Miał ochotę wybiec z gabinetu i szukać jej, ale wiedział, że nie może tego zrobić. W ostatnich dniach i tak za często się z nią widywał.
Żeby przestać o tym rozmyślać przysunął sobie pergamin, na którym wcześniej pisał i spojrzał na niego. Wtedy nie zdawał sobie sprawy, co pisze, robił to machinalnie, a teraz stwierdził, że cała rolka zapisana jest jej imieniem i nazwiskiem. Zapatrzył się w pergamin. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że płacze, póki jedna z łez nie kapnęła na pergamin, rozmazując jej imię. Łza... Starła mu łzę z policzka. Była to łza żałoby. Po Lily, po jego miłości, po tych wszystkich latach. A ona, ścierając tę łzę, starła też jego żałobę, jego smutek. Nigdy nie pomyślał, że jakakolwiek dziewczyna mogłaby się w nim zakochać. Był brzydki, wiedział o tym. Włosy, które wyglądały na wiecznie przetłuszczone, zakrzywiony nos, zmarszczki, blizny... A mimo to ona mu powiedziała, że go kocha... Lily nigdy mu tego nie powiedziała. Zawsze powtarzała, że jest jej najlepszym przyjacielem, ale nigdy go nie kochała. 

ROZDZIAŁ V


Obudziło ją jakieś stukanie. Był niedzielny poranek, bo widoku za oknem wywnioskowała, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Okazało się, że to szara sowa stukała w szybę. Hermiona wyskoczyła z łóżka i otworzyła okno, żeby wziąć od niej list, który ta trzymała w dziobie. Na kartce widniało jej imię i nazwisko. Rozwinęła ją z niecierpliwością i zobaczyła kilka słów napisanych starannym pismem.
Panno Granger
Chciałbym z panią porozmawiać w moim gabinecie. Będę pani oczekiwał o godzinie 9.30.
                                                                                   Severus Snape.
Hermiona spojrzała na zegarek. Była dopiero siódma, ale uznała, że już nie zaśnie. Ubrała się więc cicho, żeby nie pobudzić reszty dziewczyn i z książką pod pachą zeszła do pokoju wspólnego, gdzie zwinęła się w kłębek w jednym z foteli koło kominka i zagłębiła się w lekturze.
Po pewnym czasie w pokoju wspólnym zaczęło pojawiać się coraz więcej Gryfonów. Hermiona znowu spojrzała na zegarek i przeraziła się. Była dziewiąta dwadzieścia, za dziesięć minut ma się stawić w gabinecie Snape'a. Szybko pobiegła na górę, do swojego dormitorium, schowała książką do kufra i pognała do gabinetu Snape'a. Harry'ego i Rona na szczęście jeszcze nie było w pokoju wspólnym, bo nie miała ochoty ich okłamywać, a przecież nie mogła powiedzieć, że idzie do Snape'a.
Zapukała do drzwi.
-Proszę wejść- odezwał się Snape z gabinetu, a Hermionę od jego głosu przeszły ciarki.
Weszła do środka i stanęła, nie wiedząc, co powinna dalej robić. Snape siedział przy biurku i coś pisał. Podniósł wzrok znad pergaminu i popatrzył na Hermionę. Nie odezwał się do niej, tylko wstał, wyminął ją i przekręcił klucz w drzwiach. Zamek zaskoczył z cichym kliknięciem. Po zamknięciu drzwi podszedł do niej, popatrzył jej w oczy, wziął ją za rękę i podprowadził do biurka. Zsunął rolki pergaminu na bok i pokazał jej, żeby usiadła. Zrobiła to, a on stanął przed nią i objął dłońmi jej twarz, lekko głaszcząc ją kciukami. Hermiona wyciągnęła rękę i dotknęła jego włosów. Chociaż wyglądały na przetłuszczone, okazało się, że są wyjątkowo miękki i miłe w dotyku. Zaczęła bawić się jednym kosmykiem, spoglądając mu głęboko w oczy i uśmiechając się do niego. Odwzajemnił uśmiech i jego oczy zalśniły. Uznała, że nigdy nie widziała nic piękniejszego od tych brązowych oczu. Wstała i przysunęła się do niego.
-Hermiono...- wyszeptał tak cicho, że dosłownie musiała domyśleć się tego słowa.
Nie mogła odpowiedzieć, słowa ugrzęzły jej w gardle. Zamiast tego jeszcze bardziej się do niego przysunęła i wtuliła policzek w jego szatę, a on pogładził jej włosy i zatrzymał dłoń na plecach. Podniosła głowę i zrobiła coś, czego w życiu się po sobie nie spodziewała. Pocałowała go. Przez chwilę stał, jak skamieniały, ale szybko doszedł do siebie i zaczął odwzajemniać jej pocałunki. Najpierw powoli, delikatnie, ale później coraz bardziej namiętnie. Zachowywał się tak, jakby to miał być ich ostatni pocałunek, jakby już nigdy więcej nie mieli się spotkać. Podobało jej się to. Wsunęła palce rąk w jego włosy, a on przytulił ją, splatając dłonie na wysokości jej lędźwi. Hermiona poczuła, że jest to najszczęśliwsza chwila w jej życiu. Odsunęła się od niego, ale nie na tyle, żeby musiał przestać ją obejmować.
-Ja...- wiedziała, co chce powiedzieć, ale nie mogła tego wymówić.
-Przepraszam- szepnął i chciał ją puścić, ale on złapała jego ręce i uśmiechnęła się do niego.
-Nie. Chciałam powiedzieć, że... Że chyba pana... Że cię kocham.
Snape stał, nie wiedząc, co powiedzieć, a ona jeszcze raz się do niego uśmiechnęła i lekko go pocałowała. Później wysunęła się z jego objęć i podeszła do drzwi.
-Do widzenia, profesorze. Myślę, że niedługo się spotkamy.
Nie chciała wychodzić. Chciała zostać z nim na zawsze, ale czuła, że jemu jest dużo ciężej, niż jej i że teraz potrzebuje samotności, żeby móc wszystko przemyśleć. Ruszyła do wielkiej sali na śniadanie. Tego dnia miało być wyjście do Hogsmeade, a ona chciała wybrać się do Miodowego Królestwa i do Zonka. Usiadła na swoim stałym miejscu i nałożyła sobie na talerz naleśniki z owocami. Szybko zjadła i popędziła do dormitorium po płaszcz i nieprzemakalne buty, bo po sklepieniu w wielkiej sali zobaczyła, że w każdej chwili może lunąć.
-Cześć Hermiono. Co tak pędzisz?- zatrzymał ją Harry, który akurat wychodził ze swojego dormitorium razem z Ronem.
-Idę po płaszcz, za chwilę wychodzimy do Hogsmeade, zapomniałeś?
-Racja. To spotkamy się w sali wejściowej.
-Dobra.
Hermiona sama się dziwiła, że po tym, co przeżyła w gabinecie Snape'a potrafi zachowywać się tak normalnie, ale cieszyła się, że nikt nic nie podejrzewa.

czwartek, 8 listopada 2012

ROZDZIAŁ IV



Pod gabinetem Snape'a oparła się o ścianę i głośno westchnęła. Miała zamiar wejść z nim do środka, ale wyjść, jak tylko Dumbledore się oddali. Podejrzewała, że Snape nie będzie jej zatrzymywał, w końcu on też musiał czuć się niezręcznie w sytuacji, w jakiej się znaleźli. Po chwili usłyszała kroki i zza rogu wyszedł Snape z Dumbledorem.
-Dziękuję Severusie. Jak skończysz, to przynieś to do mojego gabinetu. Do widzenia, panno Granger- powiedział Dumbledore, uśmiechnął się i powoli zaczął się oddalać.
-Zapraszam, panno Granger.
Hermiona weszła do środka ze ściśniętym gardłem, ale nie usiadła, tylko stanęła oparta o szafkę, z rękami skrzyżowanymi z przodu, w geście obrony.
Snape stanął po środku pomieszczenia, przed biurkiem i po prostu na nią patrzył. Po chwili Hermiona ze zdziwieniem spostrzegła, że po jego policzku płynie łza. To był impuls, zrobiła to bez zastanowienia. Podeszła do niego i opuszką palca starła tę słoną kroplę, a drugą ręką ścisnęła jego dłoń. Stali teraz bardzo blisko siebie, oddychając niespokojnie. Hermiona znowu zapatrzyła się w jego oczy, tonąc w nich. Palcami jednej ręki łaskotała go w nadgarstek, a drugą dłoń położyła na jego twarzy. Nie była ona gładka. Pod palcami wyczuwało się kilka blizn i zmarszczek, ale bardzo przyjemnie się jej dotykało. Snape złapał jej dłoń i przytrzymał na swoim policzku, jakby prosił, żeby nie przerywała pieszczoty. Zaraz jednak puścił jej rękę i położył dłoń na jej twarzy. Hermionę przeszedł przyjemny dreszcz. Lekko odwróciła głowę i delikatnie pocałowała opuszki wszystkich jego palców. Widać było, że sprawia mu to wielką przyjemność i Hermiona również zapragnęła poczuć dotyk jego ust. Oderwała więc dłoń od jego policzka i palcem wskazującym delikatnie dotknęła jego warg. Zadrżał i również zaczął delikatnie całować wszystkie jej palce. Przysunęli się do siebie jeszcze bardziej, tak, że przody ich szat ocierały się o siebie i Hermiona poczuła jego zapach. Był bardzo intensywny, męski, ale w żadnym razie nie był nieprzyjemny. Stali tak, zapatrzeni w swoje oczy, kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Snape odsunął się od niej na bezpieczną odległość.
-Proszę- powiedział i zwrócił się do Hermiony- a więc, panno Granger, w soboty będzie pani przyprowadzać Gryfonów do sali eliksirów, na dodatkowe zajęcia- była zaskoczona tym, że jego głos jest tak spokojny, opanowany. Zaimponował jej tym.
-Oczywiście, panie profesorze. Do widzenia- a jednak jej również udało się odpowiedzieć normalnie, naturalnym głosem. W czasie, który spędziła ze Snapem zapomniała o wszystkich tych prozaicznych czynnościach, jak chodzenie, czy mówienie. Cały świat wokół przestał istnieć, liczył się tylko on.
-Dzień dobry, Severusie. Dzień dobry, panno Granger. Severusie, chciałabym z tobą porozmawiać- w drzwiach stanęła McGonagall. Hermiona szczerze jej w tej chwili nienawidziła.
-Dzień dobry, pani profesor. Do widzenia.
Wyszła z gabinetu i ruszyła w stronę damskiej łazienki. Tam przemyła twarz zimną wodą, poprawiła włosy i poszła szukać przyjaciół. Kiedy przechodziła przez korytarz na drugim piętrze dzwony akurat zaczęły bić dziewiątą. Chłopców znalazła w pokoju wspólnym, gdzie grali w szachy czarodziejów. Ron oczywiście wygrywał.
-Brutalna gra- mruknęła Hermiona, kiedy królowa Rona pozbawiła głowy gońca Harry'ego.
-Hermiono, bez przesady. Na drugim roku dostałem w głowę od takiej, tylko tysiąc razy większej królowej i jakoś nic mi nie jest.
-Czasami mi się wydaje, że jednak poprzestawiało ci się coś w głowie- powiedziała to tak cicho, że usłyszał tylko Harry i z trudem opanował śmiech.
Hermiona nie miała ochoty przyglądać się ich rozgrywkom w szachy, więc ruszyła do biblioteki, gdzie usiadła w kącie i udając, że czyta, rozmyślała o dzisiejszym spotkaniu ze Snapem. Nigdy nie wyobrażała sobie, że zobaczy, jak Snape płacze, a tym bardziej, że będzie go pocieszać i to z tak wielką ochotą. Wiedziała, że nie powinna się z nim widywać na osobności, ale teraz już nie mogła z tych spotkań zrezygnować. Wszystko jej się z nim kojarzyło. Wszędzie, gdzie spojrzała, widziała Snape'a. Wzięła do ręki pióro i bez zastanowienia zaczęła coś bazgrać. W pewnym momencie spostrzegła, że w książce z biblioteki widnieją wiele razy powtórzone dwa słowa: Severus Snape, napisane właśnie przez nią. Była przerażona. Rozejrzała się, a gdy spostrzegła, że w pobliżu nie ma nikogo, wyjęła różdżkę i zaklęciem szybko i dokładnie wszystko wymazała. Została znowu tylko zwykła książka, bez żadnych znaków, że ktoś po niej mazał. Hermiona uznała, że nie powinna siedzieć sama, bo za chwilę pewnie znowu zacznie mazać po książce, więc odłożyła ją na półkę, wyszła z biblioteki i przez błonia ruszyła do chatki Hagrida. Zobaczyła go, jak na skraju lasu karmi hipogryfy. Uśmiechnęła się na wspomnienie pewnej nocy z trzeciego roku, kiedy to wraz z Harrym uratowała hipogryfa Hardodzioba i ojca chrzestnego Harry'ego- Syriusza Blacka. Podeszła do Hagrida, wzięła z ziemi kawałek mięsa i podała stojącemu najbliżej hipogryfowi o złotych piórach. Ukłoniła mu się, a ten odwzajemnił ukłon, więc bez obaw podeszła do niego i pogłaskała po gładkim boku.
-Cześć Hermiono. Co u ciebie? Dawno mnie odwiedzałaś, cholibka.
-Cześć Hagridzie. Jakoś leci. Dużo nauki. A co ty porabiasz?
-Urodziły się małe hipogryfy, to się nimi opiekuję. O, patrz. Tam, za drzewem jeden stoi. To Hardodziob. Nazwałem go tak po Dziobku. Tęsknię za nim, cholibka.
-Za Norbertem też tęsknisz- przypomniała mu z przekąsem Hermiona i podeszła do młodego Hardodzioba, który ciekawie wyglądał zza drzewa.
Nawet nie zauważyła, kiedy zapadł zmrok. Bardzo przyjemnie spędziła czas z Hagridem i ze zdziwieniem zdała sobie sprawę z tego, że w tym czasie ani razu nie pomyślała o Snape'ie. 

środa, 7 listopada 2012

ROZDZIAŁ III



-Hermiono. Hermiono, obudź się- usłyszała głos Harry'ego. Z trudem otworzyła oczy i zdała sobie sprawę, że jest w pokoju wspólnym, w którym było już kilkoro innych osób, wciąż w piżamach, bo w końcu była sobota. Jakiś skrzat musiał ją przykryć, bo miała na sobie ciepły koc w barwach Gryfindoru.
-Która godzina?- wystękała. Bolała ją głowa, było jej zimno i miała zatkany nos.
-Ósma. Strasznie wyglądasz. Gdzieś ty się wczoraj podziewała? Martwiliśmy się o Ciebie.
-Właśnie. Mieliśmy już zawiadomić McGonagall, że znikłaś! Nie było Cię w bibliotece, nie przyszłaś na kolację, nie pojawiłaś się też na spotkaniu GD!- przed Hermioną stanął Ron. Kiedy go zobaczyła, poczuła się dziwnie. Była zawstydzona, jakby go... Zdradziła? Nie, o czym ona w ogóle myśli, Ron to jej przyjaciel, nie łączy ich nic więcej. Zupełnie nic. Tylko dlaczego w takim razie znowu się rumieni?
-Przepraszam. Ja... Byłam w skrzydle szpitalnym, źle się czuję, chyba się przeziębiłam- odparła. Nie wierzyła, że przyjmą to usprawiedliwienie, co niby miała robić aż tak długo w skrzydle szpitalnym? Ale nie mogła nic lepszego wymyślić.
-Naprawdę wyglądasz niespecjalnie. Siedź tu, przyniesiemy ci coś do jedzenie- Ron niespodziewanie wykazał się wielką troskliwością.
Kiedy chłopcy wyszli z pokoju wspólnego, Hermiona odwróciła sie i zapatrzyła na roześmianych, cieszących się dniem wolnym Gryfonów. Nie mieli oni żadnych zmartwień, przynajmniej takich naprawdę poważnych. A ona? Nie wie, co jest między nią, a Snapem, dlaczego czuje, że oszukuje Rona? Życie było bardzo niesprawiedliwe, marzyła, żeby zasnąć i obudzić się dopiero, jak wszystkie jej problemy przestaną istnieć. Rozmyślając tak doszła d wniosku, że musi unikać Snape'a. Z ich znajomości nie może wyniknąć nic dobrego.
-Trzymaj- Ron podał jej tacę z jajecznicą i tostami. Nawet nie zauważyła, kiedy wrócili, pogrążona w swoich smętnych myślach. Podziękowała mu i wzięła od niego tacę. Jednak kiedy chciała przełknąć pierwszy kęs, poczuła, że nie może tego zrobić z powodu bólu gardła.
-Przepraszam was, chyba dalej źle się czuję. Nie mogę łykać, boli mnie gardło. Pójdę jeszcze raz do skrzydła szpitalnego. Nie, nie musicie iść ze mną, dam sobie radę- dodała szybko, kiedy już zaczęli się podnosić.
Szybko, zanim zdążyli zaprotestować, przeszła przez dziurę pod portretem Grubej Damy i ruszyła w stronę skrzydła szpitalnego. Po drodze modliła się w duchu, żeby przypadkiem nie wpaść na Snape'a, ale na szczęście nigdzie nie było go widać.
Sala szpitalna była dużym pomieszczeniem, w którym stała kilka łóżek przykrytych białą pościelą, a obok każdego łóżka stała mała szafka nocna. Oprócz tego nie było tu żadnych ozdób, jedynie parawany do zasłaniania łóżek, poskładane teraz w jednym kącie. Pielęgniarka, pani Pomfrey stała w drugim końcu sali, poprawiając kołdrę na jednym z łóżek.
-Słucham, w czym Ci mogę pomóc?- zapytała Hermionę i spojrzała na nią- oj, dziecko kochane, chodź ze mną, za chwilę cię wyleczymy- uśmiechnęła się ciepło do Hermiony.
Hermiona poszła za nią do małego gabinetu obok sali szpitalnej i stanęła pod ścianą, a w tym czasie pani Pomfrey zaczęła grzebać w szafce pod oknem. Po chwili wyprostowała się i podała Hermionie butelką z zielonym płynem.
-Wypij to, kochanie, zaraz poczujesz się lepiej. Nie bój się, jest całkiem smaczne- zachęciła Hermionę.
Wypiła całość jednym szybkim łykiem, tak, że nawet nie zdążyła poczuć smaku.
Usiądź na chwilkę, a jak poczujesz się lepiej, to będziesz mogła wyjść.
Hermiona usiadła na wskazanym miejscu i przyglądała się pielęgniarce, która układała jakieś papiery na biurku. Nagle rozległy się kroki i po chwili do gabinetu wszedł dyrektor, a za nim Snape z dużym pudłem w rękach. Hermiona zarumieniła się gwałtownie i wbiła wzrok w ziemię.
-Dzień dobry, Poppy. Czy mogłabyś dać mi coś od przeziębienia?- zapytał wesoło profesor.- O, witam, panno Granger- dodał, kiedy zauważył skuloną postać na krześle.
-Dzień dobry, panie profesorze- Hermiona ośmieliła się podnieść na niego wzrok, ale po chwili oderwała go i spojrzała na Snape'a. Okazało się, że ten również się w nią intensywnie wpatruje.
Pani Pomfrey podała Dumbledore'owi ten sam napój, który wcześniej dostała Hermiona.
-Miętowy, tak? To dobrze, nie lubię zagadkowych smaków- powiedział i zaczął pić, wyraźnie rozkoszując się napojem.
-Pani Pomfrey, przyniosłem te eliksiry, a które pani prosiła- odezwał się Snape, a Hermionę od jego głosu przeszedł dreszcz.- Panno Granger, chciałbym z panią porozmawiać o pewnej sprawie w moim gabinecie.
-Co? A, tak, oczywiście. Dobrze- Hermiona nie wiedziała, jak się zachować.
-Dziękuję, profesorze, proszę postawić je na biurku- odpowiedziała pani Pomfrey.
-Severusie, mam do ciebie sprawę. Niech panna Granger pójdzie przodem, a my porozmawiamy w drodze do Twojego gabinetu, dobrze?
Hermiona nie miała jak wymigać się od wizyty w gabinecie Snape'a. Przy dyrektorze nie mogła uciec. Ruszyła więc w stronę lochów, zastanawiając się, jak ma rozegrać to spotkanie. 

wtorek, 6 listopada 2012

ROZDZIAŁ II



Odwróciła się i stanęła oko w oko ze Snapem, który właśnie otworzył drzwi.
Hermiona pierwszy raz w życiu była w gabinecie profesora Snape'a. Był on małym pomieszczeniem, w którym królowała czerń i zieleń. Pod ścianami stały wielkie półki i szafki, po brzegi wypełnione najrozmaitszymi składnikami do eliksirów. Były tam więc oczy węża, kurze łapki, skrzydła nietoperza, skrzek żaby, smocza krew i wiele, wiele innych. Wiele z nich Hermiona rozpoznawała i wcale nie podobało jej się to wszystko. Na środku pomieszczenia stało stare, wielkie biurko i dosunięte do niego proste, drewniane krzesło. Snape wskazał jej inne, stojące w kącie krzesło, a sam usiadł za biurkiem i zaczął bawić się swoją różdżką, co było bardzo nieprzyjemna dla Hermiony, czuła się, jakby Snape miał w nią za chwilę cisnąć jakimś zaklęciem i to na pewno nie dobrym zaklęcie. Podniosła wzrok z jego różdżki i zobaczyła jego oczy. Nigdy wcześniej nie zwróciła uwagi na ich kolor i głębię. Były one ciemnobrązowe, zimne jak lód i błyszczały... czymś. Nie potrafiła określić, co to jest i czy jest to złe, czy dobre. Kolor jego oczu wydał jej się dziwny, zawsze myślała, że osoba tak zła musi mieć oczy szare, wyblakłe. Kiedy tak wpatrywała się w jego oczy odniosła wrażenie, że mogłaby w nich zobaczyć jego duszę. Oderwała w końcu wzrok od jego oczu i przyjrzała się całej jego twarzy. Jego usta, zwykle zaciśnięte, że wydawały się być zaledwie kreską teraz były uchylone, pełniejsze, bardziej... O czym ona myśli? Snape jest brzydki. Okropny, krzywy nos, zmarszczki, przetłuszczone włosy, wygląda jak nietoperz, jest stary i zły. Tak, na wskroś zły. Ale przecież Dumbledore mu ufa...
Przez cały ten czas Snape nie odezwał się ani słowem, również bacznie przyglądając się jej twarzy. Hermiona poczuła, że znowu oblewa się rumieńcem.
-Ttak profesorze?- zająknęła się.- Dlaczego chciał mnie pan widzieć?
Snape przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. W końcu wstał, przeszedł przed biurko i tam stojąc w końcu się odezwał.
-Wezwałem cię, ponieważ profesor Dumbledore kazał mi z tobą porozmawiać. Masz mianowicie zebrać słabszych z eliksirów z Gryfindoru, między innymi Longbottoma i raz w tygodniu przeprowadzać z nimi lekcje w mojej sali, żeby im pomóc.
-Ja mam ich uczyć eliksirów? Ale przecież...
-Takie jest życzenia dyrektora. Gryfindor źle sobie radzi, dyrektor postanowił temu zaradzić. Powiedział też, że za każdą lekcję, jaką im udzielisz Gryfindor dostanie 5 punktów.
-Czy to już wszystko profesorze? Mogę odejść?
-Oh, oczywiście. Najbardziej by mi odpowiadało, jakbyś te lekcje przeprowadzała w soboty. Ah, oczywiście nasz Wielki Inkwizytor nie musi o tych lekcjach wiedzieć, ponieważ są one niezgodne z jednym z jej dekretów...
-Dobrze. Dowidz...- nie skończyła, bo nagle poczuła, że Snape łapie ją za rękę. Spojrzała na niego zaskoczona, ale nie wyrwała się. On sam ją puścił, sam był chyba tak samo, jak ona zaskoczony tym, co zrobił. Jego ręce były ciepłe i o dziwo delikatne, chociaż silne. Wcale nie były nieprzyjemne w dotyku, chociaż Hermiona zawsze wyobrażała sobie, że dotknięcie go przypominałoby dotknięcie żywego nietoperza... Snape cofną się o krok i po prostu się na nią gapił, a ona, nie wiedząc, dlaczego to robi, podeszła do niego i złapała jego rękę. Stali tak w milczeniu i patrzyli sobie w oczy. Nie mieli pojęcia, ile czasu mogło minąć. W końcu Hermiona ścisnęła mocniej jego rękę, ale nie zbliżyła się do niego, tylko wyrwała się i wybiegła. Biegła przed siebie, nie zważając na popychanych przez nią ludzi, którzy właśnie wychodzili z kolacji. Wypadła przez drzwi wejściowe na dwór i padła na ziemię przy jeziorze. Nie przejmowała się tym, że wieje. Myślała tylko o tych pięknych oczach i ciepłej dłoni. O tym, jak nagle cały świat przestał istnieć, ważny był tylko ON.
Kiedy wróciła do pokoju wspólnego było już dobrze po północy i nie było w nim nikogo oprócz kilku sprzątających skrzatów domowych.
-Pani Hermiony nie było na kolacji. Zgredek czekał na panią, przyniósł jej coś do jedzenia, żeby nie kładła się spać głodna. Czy zgredek ma to zanieść pani do dormitorium, czy zje pani tutaj?
-Oh, Zgredku, dziękuję. Zjem tutaj. Wspaniały z ciebie przyjaciel- Hermiona uśmiechnęła się i przytuliła skrzata któremu ze wzruszenia popłynęły łzy.
-Pani nazwała Zgredka przyjacielem? Zaszczyt to być przyjacielem pani Hermiony. Zgredek jest taki szczęśliwy.
Kiedy przeszczęśliwy Zgredek w końcu odszedł, Hermiona usiadła w wielkim fotelu przed kominkiem, w którym wciąż płonął ogień, z tacą na kolanach. Skrzat przygotował dla niej kilka kanapek i dyniowych babeczek oraz sok dyniowy. Do tej chwili nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jaka była głodna. Szybko zjadła wszystko, odłożyła tacę na stolik i wpatrzyła się w ogień, dalej rozmyślając o tym, co się dzisiaj wydarzyło. 

ROZDZIAŁ I



-No nie, znowu eliksiry i Snape...
-Nie marudź Ronald, w tym roku zdajemy SUMY, musimy się przykładać.
-Hermiono, daj spokój, Ron ma rację. Snape i eliksiry to koszmar.
-Jakbyście się chociaż odrobinę skupili, szłoby wam to dużo lepiej- odparła Hermiona i jako pierwsza weszła do lochu, w którym mieściła się klasa profesora Snape'a.
Ślizgoni byli już w sali i pozajmowali wszystkie miejsca z tyłu, więc chcąc nie chcąc trójka przyjaciół rozstawiła swoje kociołki przy stole najbliżej biurka nauczyciela. Właśnie wykładali na stolik składniki potrzebne do eliksirów, kiedy do lochu wszedł szybkim, zdecydowanym krokiem wielki nietoperz o jak zawsze przetłuszczonych włosach, Snape.
-Cisza. Gryfindor traci przez Ciebie 5 punktów Longbottom, za brudny kociołek- to była jawna niesprawiedliwość, kociołek Nevile'a lśnił, w przeciwieństwie do kociołków wielu wychowanków Slytherinu.
Ślizgoni parsknęli śmiechem, a najgłośniej i najbardziej szyderczo śmiał się oczywiście nie kto inny, tylko Draco Malfoy. 
-Dzisiaj zajmiemy się Eliksirem Wielosokowym. Warzy się go miesiąc, ale wy dzisiaj macie przeprowadzić tylko początkową fazę, doprowadzając eliksir do stanu, który już nie jest trucizną. Później każde z was napije się swojego eliksiru i przekonamy się, ilu osobom uda się zachować życie- Snape spojrzał z satysfakcją na Harry'ego, a ten wytrzymał jego spojrzenie, lekko tylko się krzywiąc.
-No Potter, szykuj się na śmierć- usłyszał za sobą szept Malfoy'a, a Ślizgoni znowu zaczęli się śmiać.
-Otwórzcie książki na stronie 475, tam macie dokładny opis pierwszej fazy. Kto mi opisze działanie Eliksiru Wielosokowego?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę, chociaż wcale nie spodziewała się, że zostanie zapytana. Snape zawsze ją ignorował, pytając innych Gryfonów, żeby móc im odebrać punkty.
-Taak, panno Granger?- niespodziewanie jednak nauczyciel zwrócił się właśnie do niej.
-Ehhh... A więc Eliksir Wielosokowy... Zmienia on postać czarodzieja, który go wypije. Po wypiciu wygląda ona jak osoba, której włos, lub inny fragment ciała został wrzucony do Eliksiru. Można go jednak stosować tylko na ludziach, nie działa on, lub ma skutki uboczne, kiedy poda się go zwierzętom lub olbrzymom.
-Doskonale. 10 punktów dla Gryfindoru.
W sali zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Snape daje punkty Gryfindorowi! Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Najbardziej zszokowana była chyba sama Hermiona. Oblała się rumieńcem i szybko pochyliła się nad książką, chociaż przecież już na drugim roku uwarzyła Eliksir Wielosokowy i dokładnie wiedziała, jak to się robi.
Kiedy kończyła się druga godzina eliksirów w klasie było pełno pary. Kilka kociołków lśniło na zielono, Seamus miał podpalone włosy, Neville potrącił swój kociołek i wylał jego zawartość, a Malfoy zmagał się ze smoczą krwią, która mu się zwarzyła. Tylko w niektórych kociołkach, między innymi u trójki przyjaciół z Gryfindoru w kociołkach znajdowała się niebieska maź, konsystencją przypominająca karmel.
-Masz szczęście Longbottom, że rozlałeś, bo jakbyś to wypił, już byłbyś martwy. Na następną lekcję macie napisać esej na trzy rolki pergaminu, o Eliksirze Wielosokowym- to powiedziawszy Snape rzucił szybkie spojrzenie w stronę Harry'ego, Rona i Hermiony i wyszedł... Nie, dosłownie wyleciał z lochu.
-Trzy rolki? No, my przynajmniej mamy o czym pisać. Zrobiliśmy już Eliksir, piliśmy go... Jakbyśmy opisali nasz doświadczenia z nim z drugiego roku, to by nas wywalili, nie? Jak myślicie?
-Oj, cicho Ron. Oczywiście, że nie możemy tego opisać. Wyobraź to sobie. Mówisz Snape'owi, że uśpiłeś jego uczniów, zamknąłeś w schowku na miotły, przemieniłeś się w nich i wdarłeś się do jego domu?
-Taaa, racja. Ej, czemu on nagle zrobił się miły?
-Miły? Snape miły? Odwala Ci Ron. Kiedy on niby był miły?- naskoczyła na niego Hermiona z wypiekami na twarzy.
-No, może nie miły, ale nie zaprzeczysz... Spytał Cię, kiedy się zgłosiłaś no i dał Gryfindorowi punkty...
-Tak, to jest dziwne. Słuchajcie, lecę do Pokoju Życzeń, przygotować go na dzisiejsze spotkanie Gwardii... Spotkamy się na kolacji?
-Pewnie. A ja pójdę do biblioteki i zacznę ten esej. Idziesz ze mną Ronald?
-Zwariowałaś? Dopiero co miałem eliksiry, dwie godziny męczyłem się ze Snapem i Ślizgonami, a ty chcesz mnie zaciągnąć do biblioteki? Odpada. Idę z Harrym.
-Okay, to do zobaczenia na kolacji- i już jej nie było, pobiegła w stronę biblioteki. Idąc tam musiała przejść koło gabinetu Snape'a.
-Panno Granger. Proszę na chwilę do mnie- usłyszała za sobą ten zimny głos, który sprawiał, że po całym ciele przebiegały jej ciarki. Odwróciła się i stanęła oko w oko ze Snapem, który właśnie otworzył drzwi.