wtorek, 6 listopada 2012

ROZDZIAŁ II



Odwróciła się i stanęła oko w oko ze Snapem, który właśnie otworzył drzwi.
Hermiona pierwszy raz w życiu była w gabinecie profesora Snape'a. Był on małym pomieszczeniem, w którym królowała czerń i zieleń. Pod ścianami stały wielkie półki i szafki, po brzegi wypełnione najrozmaitszymi składnikami do eliksirów. Były tam więc oczy węża, kurze łapki, skrzydła nietoperza, skrzek żaby, smocza krew i wiele, wiele innych. Wiele z nich Hermiona rozpoznawała i wcale nie podobało jej się to wszystko. Na środku pomieszczenia stało stare, wielkie biurko i dosunięte do niego proste, drewniane krzesło. Snape wskazał jej inne, stojące w kącie krzesło, a sam usiadł za biurkiem i zaczął bawić się swoją różdżką, co było bardzo nieprzyjemna dla Hermiony, czuła się, jakby Snape miał w nią za chwilę cisnąć jakimś zaklęciem i to na pewno nie dobrym zaklęcie. Podniosła wzrok z jego różdżki i zobaczyła jego oczy. Nigdy wcześniej nie zwróciła uwagi na ich kolor i głębię. Były one ciemnobrązowe, zimne jak lód i błyszczały... czymś. Nie potrafiła określić, co to jest i czy jest to złe, czy dobre. Kolor jego oczu wydał jej się dziwny, zawsze myślała, że osoba tak zła musi mieć oczy szare, wyblakłe. Kiedy tak wpatrywała się w jego oczy odniosła wrażenie, że mogłaby w nich zobaczyć jego duszę. Oderwała w końcu wzrok od jego oczu i przyjrzała się całej jego twarzy. Jego usta, zwykle zaciśnięte, że wydawały się być zaledwie kreską teraz były uchylone, pełniejsze, bardziej... O czym ona myśli? Snape jest brzydki. Okropny, krzywy nos, zmarszczki, przetłuszczone włosy, wygląda jak nietoperz, jest stary i zły. Tak, na wskroś zły. Ale przecież Dumbledore mu ufa...
Przez cały ten czas Snape nie odezwał się ani słowem, również bacznie przyglądając się jej twarzy. Hermiona poczuła, że znowu oblewa się rumieńcem.
-Ttak profesorze?- zająknęła się.- Dlaczego chciał mnie pan widzieć?
Snape przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. W końcu wstał, przeszedł przed biurko i tam stojąc w końcu się odezwał.
-Wezwałem cię, ponieważ profesor Dumbledore kazał mi z tobą porozmawiać. Masz mianowicie zebrać słabszych z eliksirów z Gryfindoru, między innymi Longbottoma i raz w tygodniu przeprowadzać z nimi lekcje w mojej sali, żeby im pomóc.
-Ja mam ich uczyć eliksirów? Ale przecież...
-Takie jest życzenia dyrektora. Gryfindor źle sobie radzi, dyrektor postanowił temu zaradzić. Powiedział też, że za każdą lekcję, jaką im udzielisz Gryfindor dostanie 5 punktów.
-Czy to już wszystko profesorze? Mogę odejść?
-Oh, oczywiście. Najbardziej by mi odpowiadało, jakbyś te lekcje przeprowadzała w soboty. Ah, oczywiście nasz Wielki Inkwizytor nie musi o tych lekcjach wiedzieć, ponieważ są one niezgodne z jednym z jej dekretów...
-Dobrze. Dowidz...- nie skończyła, bo nagle poczuła, że Snape łapie ją za rękę. Spojrzała na niego zaskoczona, ale nie wyrwała się. On sam ją puścił, sam był chyba tak samo, jak ona zaskoczony tym, co zrobił. Jego ręce były ciepłe i o dziwo delikatne, chociaż silne. Wcale nie były nieprzyjemne w dotyku, chociaż Hermiona zawsze wyobrażała sobie, że dotknięcie go przypominałoby dotknięcie żywego nietoperza... Snape cofną się o krok i po prostu się na nią gapił, a ona, nie wiedząc, dlaczego to robi, podeszła do niego i złapała jego rękę. Stali tak w milczeniu i patrzyli sobie w oczy. Nie mieli pojęcia, ile czasu mogło minąć. W końcu Hermiona ścisnęła mocniej jego rękę, ale nie zbliżyła się do niego, tylko wyrwała się i wybiegła. Biegła przed siebie, nie zważając na popychanych przez nią ludzi, którzy właśnie wychodzili z kolacji. Wypadła przez drzwi wejściowe na dwór i padła na ziemię przy jeziorze. Nie przejmowała się tym, że wieje. Myślała tylko o tych pięknych oczach i ciepłej dłoni. O tym, jak nagle cały świat przestał istnieć, ważny był tylko ON.
Kiedy wróciła do pokoju wspólnego było już dobrze po północy i nie było w nim nikogo oprócz kilku sprzątających skrzatów domowych.
-Pani Hermiony nie było na kolacji. Zgredek czekał na panią, przyniósł jej coś do jedzenia, żeby nie kładła się spać głodna. Czy zgredek ma to zanieść pani do dormitorium, czy zje pani tutaj?
-Oh, Zgredku, dziękuję. Zjem tutaj. Wspaniały z ciebie przyjaciel- Hermiona uśmiechnęła się i przytuliła skrzata któremu ze wzruszenia popłynęły łzy.
-Pani nazwała Zgredka przyjacielem? Zaszczyt to być przyjacielem pani Hermiony. Zgredek jest taki szczęśliwy.
Kiedy przeszczęśliwy Zgredek w końcu odszedł, Hermiona usiadła w wielkim fotelu przed kominkiem, w którym wciąż płonął ogień, z tacą na kolanach. Skrzat przygotował dla niej kilka kanapek i dyniowych babeczek oraz sok dyniowy. Do tej chwili nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jaka była głodna. Szybko zjadła wszystko, odłożyła tacę na stolik i wpatrzyła się w ogień, dalej rozmyślając o tym, co się dzisiaj wydarzyło. 

2 komentarze:

  1. Supeeeer *.*
    Parę literówek, ale to nic :D
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :P

    OdpowiedzUsuń