Po
dotarciu do Hogsmeade weszli do Miodowego Królestwa, gdzie od razu rzuciła im
się w oczy wielka, kolorowa wystawa. Podeszli bliżej i zobaczyli napis: Cukrowe
sowy. Możesz je zjeść, ale przesyłać nimi wiadomości. Każda za jedyne dwa
sykle. Na półce stała wielka klatka, a w niej latała chmara malutkich sówek z
cukru.
-Jakie
słodkie- zachwyciła się Hermiona.- Kupię sobie. Jak myślicie, lepsza ta szara,
czy brązowa?
-Zdecydowanie
brązowa. Ale kup sobie dwie, twój potwór będzie miał za czym ganiać.
-Nie
nazywaj tak Krzywołapa, Ronald! Ale masz rację, kupię mu jedną.
-Ja nie
kupię żadnej. Nawet mimo tego, że są z cukru, to jak znam Hedwigę, obrazi się
na mnie.
Hermiona wybrała
sobie dwie sówki i przeszli do następnej półki. Kiedy już zapłacili za wybrane
łakocie i wyszli z Miodowego Królestwa ruszyli w stronę Trzech Mioteł, żeby
napić się kremowego piwa i porozmawiać w spokoju. Hermiona zauważyła, że Ron co
chwilę na nią zerka.
-Co jest?
Pobrudziłam się?- zdenerwowała się w końcu. Bo niby czemu ma się tak gapić?
-Nie, nie.
O co ci chodzi? Ostatnio jesteś jakaś dziwna.
-Co to
niby ma znaczyć?
-Ej,
spokojnie. Nie przyszliśmy tu, żeby się kłócić. Ludzie na nas patrzą- Harry jak
zwykle przerwał spór.
Weszli do
pubu i usiedli w kącie. W środku było dosyć tłoczno. W końcu sali zobaczyli
Hagrida i pomachali mu, żeby usiadł z nimi.
-Cześć
dzieciaki. Jak tam, Harry?
-Witam w
pubie pod Trzema Miotłami. Co podać?- do ich stolika podeszła kelnerka, madame
Rosmerta.
-Trzy razy
piwo kremowe poproszę- złożyła zamówienie Hermiona.
-A dla
pana?
-Ognistą
Whisky.
Czekając
na zamówienie zaczęli rozmawiać o lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami i
Hagrid wyznał im, oczywiście w tajemnicy, że na najbliższych lekcjach będą
zajmować się małymi hipogryfami.
-Pewien
jesteś, że to dobry pomysł? Jak Malfoy się o tym dowie...
Hermiona
przestała ich słuchać, bo właśnie w tej chwili naprzeciwko niej usiadł Snape.
Nie zauważyła, kiedy wszedł do środka. Podeszła do niego madame Rosmerta, ale
odgonił ją machnięciem ręki, a ona odeszła urażona. Siedział tam i po prostu
się na nią patrzył. Na szczęście tylko ona była odwrócona do niego przodem,
Harry, Hagrid i Ron siedzieli po drugiej stronie stołu i nie zauważyli go.
Uśmiechnęła się lekko, a on ledwie dostrzegalnie odwzajemnił uśmiech.
-Hermiono?
Jesteś tu?- wyrwał ją z zamyślenia głos Harry'ego.- Co jest?
-Nic, nic.
Zamyśliłam się. Co mówiłeś?
-Pytałem,
czy uważasz, że lekcje z hipogryfami to dobry pomysł.
-Ah, tak.
Myślę, że tak. Żaden z tych Malfoy'a nie skrzywdził, nie może nic zrobić, a sam
chyba też nie za bardzo będzie chciał się do nich zbliżać, więc nie ma o co się
martwić.
Znowu wyłączyła się z rozmowy,
zastanawiając się, jak może się wyrwać, bo nagle przeszła jej ochota na
przebywanie z przyjaciółmi.
-Słuchajcie, mam jeszcze do napisania ten esej, muszę iść. Zobaczymy się w szkole- powiedziała, zebrała swoje rzeczy i wyszła, znowu nie dając im możliwości do zatrzymania jej.
-Słuchajcie, mam jeszcze do napisania ten esej, muszę iść. Zobaczymy się w szkole- powiedziała, zebrała swoje rzeczy i wyszła, znowu nie dając im możliwości do zatrzymania jej.

Czemu takie krótkie?! XD Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńJuż kończę kolejny, więc może nawet jeszcze dzisiaj wstawię :)
Usuń