-No nie, znowu eliksiry i Snape...
-Nie marudź Ronald, w tym roku
zdajemy SUMY, musimy się przykładać.
-Hermiono, daj spokój, Ron ma rację.
Snape i eliksiry to koszmar.
-Jakbyście się chociaż odrobinę
skupili, szłoby wam to dużo lepiej- odparła Hermiona i jako pierwsza weszła do
lochu, w którym mieściła się klasa profesora Snape'a.
Ślizgoni byli już w sali i
pozajmowali wszystkie miejsca z tyłu, więc chcąc nie chcąc trójka przyjaciół
rozstawiła swoje kociołki przy stole najbliżej biurka nauczyciela. Właśnie
wykładali na stolik składniki potrzebne do eliksirów, kiedy do lochu wszedł
szybkim, zdecydowanym krokiem wielki nietoperz o jak zawsze przetłuszczonych
włosach, Snape.
-Cisza. Gryfindor traci przez Ciebie
5 punktów Longbottom, za brudny kociołek- to była jawna niesprawiedliwość,
kociołek Nevile'a lśnił, w przeciwieństwie do kociołków wielu wychowanków
Slytherinu.
Ślizgoni parsknęli śmiechem, a
najgłośniej i najbardziej szyderczo śmiał się oczywiście nie kto inny, tylko
Draco Malfoy.
-Dzisiaj zajmiemy się Eliksirem
Wielosokowym. Warzy się go miesiąc, ale wy dzisiaj macie przeprowadzić tylko
początkową fazę, doprowadzając eliksir do stanu, który już nie jest trucizną.
Później każde z was napije się swojego eliksiru i przekonamy się, ilu osobom
uda się zachować życie- Snape spojrzał z satysfakcją na Harry'ego, a ten
wytrzymał jego spojrzenie, lekko tylko się krzywiąc.
-No Potter, szykuj się na śmierć-
usłyszał za sobą szept Malfoy'a, a Ślizgoni znowu zaczęli się śmiać.
-Otwórzcie książki na stronie 475,
tam macie dokładny opis pierwszej fazy. Kto mi opisze działanie Eliksiru
Wielosokowego?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę,
chociaż wcale nie spodziewała się, że zostanie zapytana. Snape zawsze ją
ignorował, pytając innych Gryfonów, żeby móc im odebrać punkty.
-Taak, panno Granger?-
niespodziewanie jednak nauczyciel zwrócił się właśnie do niej.
-Ehhh... A więc Eliksir
Wielosokowy... Zmienia on postać czarodzieja, który go wypije. Po wypiciu
wygląda ona jak osoba, której włos, lub inny fragment ciała został wrzucony do
Eliksiru. Można go jednak stosować tylko na ludziach, nie działa on, lub ma
skutki uboczne, kiedy poda się go zwierzętom lub olbrzymom.
-Doskonale. 10 punktów dla
Gryfindoru.
W sali zapadła głucha cisza. Nikt
nie wiedział, co powiedzieć. Snape daje punkty Gryfindorowi! Nigdy wcześniej
się to nie zdarzyło. Najbardziej zszokowana była chyba sama Hermiona. Oblała
się rumieńcem i szybko pochyliła się nad książką, chociaż przecież już na
drugim roku uwarzyła Eliksir Wielosokowy i dokładnie wiedziała, jak to się
robi.
Kiedy kończyła się druga godzina
eliksirów w klasie było pełno pary. Kilka kociołków lśniło na zielono, Seamus
miał podpalone włosy, Neville potrącił swój kociołek i wylał jego zawartość, a
Malfoy zmagał się ze smoczą krwią, która mu się zwarzyła. Tylko w niektórych
kociołkach, między innymi u trójki przyjaciół z Gryfindoru w kociołkach
znajdowała się niebieska maź, konsystencją przypominająca karmel.
-Masz szczęście Longbottom, że
rozlałeś, bo jakbyś to wypił, już byłbyś martwy. Na następną lekcję macie
napisać esej na trzy rolki pergaminu, o Eliksirze Wielosokowym- to
powiedziawszy Snape rzucił szybkie spojrzenie w stronę Harry'ego, Rona i
Hermiony i wyszedł... Nie, dosłownie wyleciał z lochu.
-Trzy rolki? No, my przynajmniej
mamy o czym pisać. Zrobiliśmy już Eliksir, piliśmy go... Jakbyśmy opisali nasz
doświadczenia z nim z drugiego roku, to by nas wywalili, nie? Jak myślicie?
-Oj, cicho Ron. Oczywiście, że nie
możemy tego opisać. Wyobraź to sobie. Mówisz Snape'owi, że uśpiłeś jego uczniów,
zamknąłeś w schowku na miotły, przemieniłeś się w nich i wdarłeś się do jego
domu?
-Taaa, racja. Ej, czemu on nagle
zrobił się miły?
-Miły? Snape miły? Odwala Ci Ron.
Kiedy on niby był miły?- naskoczyła na niego Hermiona z wypiekami na twarzy.
-No, może nie miły, ale nie
zaprzeczysz... Spytał Cię, kiedy się zgłosiłaś no i dał Gryfindorowi punkty...
-Tak, to jest dziwne. Słuchajcie,
lecę do Pokoju Życzeń, przygotować go na dzisiejsze spotkanie Gwardii...
Spotkamy się na kolacji?
-Pewnie. A ja pójdę do biblioteki i
zacznę ten esej. Idziesz ze mną Ronald?
-Zwariowałaś? Dopiero co miałem
eliksiry, dwie godziny męczyłem się ze Snapem i Ślizgonami, a ty chcesz mnie
zaciągnąć do biblioteki? Odpada. Idę z Harrym.
-Okay, to do zobaczenia na kolacji-
i już jej nie było, pobiegła w stronę biblioteki. Idąc tam musiała przejść koło
gabinetu Snape'a.
-Panno
Granger. Proszę na chwilę do mnie- usłyszała za sobą ten zimny głos, który
sprawiał, że po całym ciele przebiegały jej ciarki. Odwróciła się i stanęła oko
w oko ze Snapem, który właśnie otworzył drzwi.

Uhuhu, zapowiada się ciekawie :P Jest parę błędów stylistycznych, językowych i interpunkcyjnych, ale spoko, zdarza się, sama piszę ff i sama robię takie błędy :D Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :P
OdpowiedzUsuńWiem, wiem ;c Często popełniam błędy, chociaż staram się tego unikać. Dzięki za dobrą opinię. Co do rozdziałów, to postaram się dodawać je co 1-2 dni :)
UsuńHmm ciekawe! :D Chyba się wciągnę XD
OdpowiedzUsuńps. zapraszam na mojego bloga z amatorskimi opowiadaniami :> http://szkolnaciemnosc.blogspot.com/
Nom, Twoje opowiadanie też jest naprawdę interesujące ;p
UsuńFajny blog. Trafiłma na niego przypadkiem dzięki Prorokowi Codziennemu z Facebooka. Od pewnego czasu czytam blogi o tematyce Dramione, ale ten wydaje się interesujący i rożniący się od wiekszości. Żadko się spotyka blogi o takiej tematyce. Pozdrawiam i życzę weny do pisania notek. :)
OdpowiedzUsuńDzięki x3 Cieszę się, że ktoś zwraca uwagę na te linki w komentarzach ;p
Usuń