-Hermiono. Hermiono, obudź się-
usłyszała głos Harry'ego. Z trudem otworzyła oczy i zdała sobie sprawę, że jest
w pokoju wspólnym, w którym było już kilkoro innych osób, wciąż w piżamach, bo
w końcu była sobota. Jakiś skrzat musiał ją przykryć, bo miała na sobie ciepły
koc w barwach Gryfindoru.
-Która godzina?- wystękała. Bolała
ją głowa, było jej zimno i miała zatkany nos.
-Ósma. Strasznie wyglądasz. Gdzieś
ty się wczoraj podziewała? Martwiliśmy się o Ciebie.
-Właśnie. Mieliśmy już zawiadomić
McGonagall, że znikłaś! Nie było Cię w bibliotece, nie przyszłaś na kolację,
nie pojawiłaś się też na spotkaniu GD!- przed Hermioną stanął Ron. Kiedy go
zobaczyła, poczuła się dziwnie. Była zawstydzona, jakby go... Zdradziła? Nie, o
czym ona w ogóle myśli, Ron to jej przyjaciel, nie łączy ich nic więcej. Zupełnie
nic. Tylko dlaczego w takim razie znowu się rumieni?
-Przepraszam. Ja... Byłam w skrzydle
szpitalnym, źle się czuję, chyba się przeziębiłam- odparła. Nie wierzyła, że
przyjmą to usprawiedliwienie, co niby miała robić aż tak długo w skrzydle
szpitalnym? Ale nie mogła nic lepszego wymyślić.
-Naprawdę wyglądasz niespecjalnie.
Siedź tu, przyniesiemy ci coś do jedzenie- Ron niespodziewanie wykazał się
wielką troskliwością.
Kiedy chłopcy wyszli z pokoju
wspólnego, Hermiona odwróciła sie i zapatrzyła na roześmianych, cieszących się
dniem wolnym Gryfonów. Nie mieli oni żadnych zmartwień, przynajmniej takich
naprawdę poważnych. A ona? Nie wie, co jest między nią, a Snapem, dlaczego
czuje, że oszukuje Rona? Życie było bardzo niesprawiedliwe, marzyła, żeby zasnąć
i obudzić się dopiero, jak wszystkie jej problemy przestaną istnieć.
Rozmyślając tak doszła d wniosku, że musi unikać Snape'a. Z ich znajomości nie
może wyniknąć nic dobrego.
-Trzymaj- Ron podał jej tacę z
jajecznicą i tostami. Nawet nie zauważyła, kiedy wrócili, pogrążona w swoich
smętnych myślach. Podziękowała mu i wzięła od niego tacę. Jednak kiedy chciała
przełknąć pierwszy kęs, poczuła, że nie może tego zrobić z powodu bólu gardła.
-Przepraszam was, chyba dalej źle
się czuję. Nie mogę łykać, boli mnie gardło. Pójdę jeszcze raz do skrzydła
szpitalnego. Nie, nie musicie iść ze mną, dam sobie radę- dodała szybko, kiedy
już zaczęli się podnosić.
Szybko, zanim zdążyli zaprotestować,
przeszła przez dziurę pod portretem Grubej Damy i ruszyła w stronę skrzydła
szpitalnego. Po drodze modliła się w duchu, żeby przypadkiem nie wpaść na
Snape'a, ale na szczęście nigdzie nie było go widać.
Sala szpitalna była dużym
pomieszczeniem, w którym stała kilka łóżek przykrytych białą pościelą, a obok
każdego łóżka stała mała szafka nocna. Oprócz tego nie było tu żadnych ozdób,
jedynie parawany do zasłaniania łóżek, poskładane teraz w jednym kącie.
Pielęgniarka, pani Pomfrey stała w drugim końcu sali, poprawiając kołdrę na
jednym z łóżek.
-Słucham, w czym Ci mogę pomóc?-
zapytała Hermionę i spojrzała na nią- oj, dziecko kochane, chodź ze mną, za
chwilę cię wyleczymy- uśmiechnęła się ciepło do Hermiony.
Hermiona poszła za nią do małego
gabinetu obok sali szpitalnej i stanęła pod ścianą, a w tym czasie pani Pomfrey
zaczęła grzebać w szafce pod oknem. Po chwili wyprostowała się i podała
Hermionie butelką z zielonym płynem.
-Wypij to, kochanie, zaraz poczujesz
się lepiej. Nie bój się, jest całkiem smaczne- zachęciła Hermionę.
Wypiła całość jednym szybkim łykiem,
tak, że nawet nie zdążyła poczuć smaku.
Usiądź na chwilkę, a jak poczujesz
się lepiej, to będziesz mogła wyjść.
Hermiona usiadła na wskazanym
miejscu i przyglądała się pielęgniarce, która układała jakieś papiery na
biurku. Nagle rozległy się kroki i po chwili do gabinetu wszedł dyrektor, a za
nim Snape z dużym pudłem w rękach. Hermiona zarumieniła się gwałtownie i wbiła
wzrok w ziemię.
-Dzień dobry, Poppy. Czy mogłabyś
dać mi coś od przeziębienia?- zapytał wesoło profesor.- O, witam, panno
Granger- dodał, kiedy zauważył skuloną postać na krześle.
-Dzień dobry, panie profesorze-
Hermiona ośmieliła się podnieść na niego wzrok, ale po chwili oderwała go i
spojrzała na Snape'a. Okazało się, że ten również się w nią intensywnie
wpatruje.
Pani Pomfrey podała Dumbledore'owi
ten sam napój, który wcześniej dostała Hermiona.
-Miętowy, tak? To dobrze, nie lubię
zagadkowych smaków- powiedział i zaczął pić, wyraźnie rozkoszując się napojem.
-Pani Pomfrey, przyniosłem te
eliksiry, a które pani prosiła- odezwał się Snape, a Hermionę od jego głosu
przeszedł dreszcz.- Panno Granger, chciałbym z panią porozmawiać o pewnej
sprawie w moim gabinecie.
-Co? A, tak, oczywiście. Dobrze-
Hermiona nie wiedziała, jak się zachować.
-Dziękuję, profesorze, proszę
postawić je na biurku- odpowiedziała pani Pomfrey.
-Severusie, mam do ciebie sprawę.
Niech panna Granger pójdzie przodem, a my porozmawiamy w drodze do Twojego
gabinetu, dobrze?
Hermiona nie miała jak wymigać się
od wizyty w gabinecie Snape'a. Przy dyrektorze nie mogła uciec. Ruszyła więc w
stronę lochów, zastanawiając się, jak ma rozegrać to spotkanie.

Jak zwykle super!
OdpowiedzUsuń