Pod gabinetem Snape'a oparła się o
ścianę i głośno westchnęła. Miała zamiar wejść z nim do środka, ale wyjść, jak
tylko Dumbledore się oddali. Podejrzewała, że Snape nie będzie jej zatrzymywał,
w końcu on też musiał czuć się niezręcznie w sytuacji, w jakiej się znaleźli.
Po chwili usłyszała kroki i zza rogu wyszedł Snape z Dumbledorem.
-Dziękuję Severusie. Jak skończysz,
to przynieś to do mojego gabinetu. Do widzenia, panno Granger- powiedział
Dumbledore, uśmiechnął się i powoli zaczął się oddalać.
-Zapraszam, panno Granger.
Hermiona weszła do środka ze
ściśniętym gardłem, ale nie usiadła, tylko stanęła oparta o szafkę, z rękami
skrzyżowanymi z przodu, w geście obrony.
Snape stanął po środku
pomieszczenia, przed biurkiem i po prostu na nią patrzył. Po chwili Hermiona ze
zdziwieniem spostrzegła, że po jego policzku płynie łza. To był impuls, zrobiła
to bez zastanowienia. Podeszła do niego i opuszką palca starła tę słoną kroplę,
a drugą ręką ścisnęła jego dłoń. Stali teraz bardzo blisko siebie, oddychając niespokojnie.
Hermiona znowu zapatrzyła się w jego oczy, tonąc w nich. Palcami jednej ręki
łaskotała go w nadgarstek, a drugą dłoń położyła na jego twarzy. Nie była ona
gładka. Pod palcami wyczuwało się kilka blizn i zmarszczek, ale bardzo
przyjemnie się jej dotykało. Snape złapał jej dłoń i przytrzymał na swoim
policzku, jakby prosił, żeby nie przerywała pieszczoty. Zaraz jednak puścił jej
rękę i położył dłoń na jej twarzy. Hermionę przeszedł przyjemny dreszcz. Lekko
odwróciła głowę i delikatnie pocałowała opuszki wszystkich jego palców. Widać
było, że sprawia mu to wielką przyjemność i Hermiona również zapragnęła poczuć
dotyk jego ust. Oderwała więc dłoń od jego policzka i palcem wskazującym
delikatnie dotknęła jego warg. Zadrżał i również zaczął delikatnie całować
wszystkie jej palce. Przysunęli się do siebie jeszcze bardziej, tak, że przody
ich szat ocierały się o siebie i Hermiona poczuła jego zapach. Był bardzo
intensywny, męski, ale w żadnym razie nie był nieprzyjemny. Stali tak,
zapatrzeni w swoje oczy, kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Snape
odsunął się od niej na bezpieczną odległość.
-Proszę- powiedział i zwrócił się do
Hermiony- a więc, panno Granger, w soboty będzie pani przyprowadzać Gryfonów do
sali eliksirów, na dodatkowe zajęcia- była zaskoczona tym, że jego głos jest
tak spokojny, opanowany. Zaimponował jej tym.
-Oczywiście, panie profesorze. Do
widzenia- a jednak jej również udało się odpowiedzieć normalnie, naturalnym
głosem. W czasie, który spędziła ze Snapem zapomniała o wszystkich tych
prozaicznych czynnościach, jak chodzenie, czy mówienie. Cały świat wokół
przestał istnieć, liczył się tylko on.
-Dzień dobry, Severusie. Dzień
dobry, panno Granger. Severusie, chciałabym z tobą porozmawiać- w drzwiach
stanęła McGonagall. Hermiona szczerze jej w tej chwili nienawidziła.
-Dzień dobry, pani profesor. Do
widzenia.
Wyszła z gabinetu i ruszyła w stronę
damskiej łazienki. Tam przemyła twarz zimną wodą, poprawiła włosy i poszła
szukać przyjaciół. Kiedy przechodziła przez korytarz na drugim piętrze dzwony
akurat zaczęły bić dziewiątą. Chłopców znalazła w pokoju wspólnym, gdzie grali
w szachy czarodziejów. Ron oczywiście wygrywał.
-Brutalna gra- mruknęła Hermiona,
kiedy królowa Rona pozbawiła głowy gońca Harry'ego.
-Hermiono, bez przesady. Na drugim
roku dostałem w głowę od takiej, tylko tysiąc razy większej królowej i jakoś
nic mi nie jest.
-Czasami mi
się wydaje, że jednak poprzestawiało ci się coś w głowie- powiedziała to tak
cicho, że usłyszał tylko Harry i z trudem opanował śmiech.
Hermiona nie miała ochoty przyglądać
się ich rozgrywkom w szachy, więc ruszyła do biblioteki, gdzie usiadła w kącie
i udając, że czyta, rozmyślała o dzisiejszym spotkaniu ze Snapem. Nigdy nie
wyobrażała sobie, że zobaczy, jak Snape płacze, a tym bardziej, że będzie go
pocieszać i to z tak wielką ochotą. Wiedziała, że nie powinna się z nim widywać
na osobności, ale teraz już nie mogła z tych spotkań zrezygnować. Wszystko jej
się z nim kojarzyło. Wszędzie, gdzie spojrzała, widziała Snape'a. Wzięła do
ręki pióro i bez zastanowienia zaczęła coś bazgrać. W pewnym momencie
spostrzegła, że w książce z biblioteki widnieją wiele razy powtórzone dwa
słowa: Severus Snape, napisane właśnie przez nią. Była przerażona. Rozejrzała
się, a gdy spostrzegła, że w pobliżu nie ma nikogo, wyjęła różdżkę i zaklęciem
szybko i dokładnie wszystko wymazała. Została znowu tylko zwykła książka, bez
żadnych znaków, że ktoś po niej mazał. Hermiona uznała, że nie powinna siedzieć
sama, bo za chwilę pewnie znowu zacznie mazać po książce, więc odłożyła ją na półkę, wyszła z biblioteki i przez błonia ruszyła do chatki Hagrida.
Zobaczyła go, jak na skraju lasu karmi hipogryfy. Uśmiechnęła się na
wspomnienie pewnej nocy z trzeciego roku, kiedy to wraz z Harrym uratowała
hipogryfa Hardodzioba i ojca chrzestnego Harry'ego- Syriusza Blacka. Podeszła
do Hagrida, wzięła z ziemi kawałek mięsa i podała stojącemu najbliżej
hipogryfowi o złotych piórach. Ukłoniła mu się, a ten odwzajemnił ukłon, więc
bez obaw podeszła do niego i pogłaskała po gładkim boku.
-Cześć Hermiono. Co u ciebie? Dawno
mnie odwiedzałaś, cholibka.
-Cześć Hagridzie. Jakoś leci. Dużo
nauki. A co ty porabiasz?
-Urodziły się małe hipogryfy, to się
nimi opiekuję. O, patrz. Tam, za drzewem jeden stoi. To Hardodziob. Nazwałem go
tak po Dziobku. Tęsknię za nim, cholibka.
-Za Norbertem też tęsknisz-
przypomniała mu z przekąsem Hermiona i podeszła do młodego Hardodzioba, który
ciekawie wyglądał zza drzewa.
Nawet nie zauważyła, kiedy zapadł
zmrok. Bardzo przyjemnie spędziła czas z Hagridem i ze zdziwieniem zdała sobie
sprawę z tego, że w tym czasie ani razu nie pomyślała o Snape'ie.

Jestem twoją stałą czytelniczką ^^ Jak zwykle zajebisty rozdział! Snape jest strasznie nie kanoniczny, ale to jest w takich opowiadaniach najlepsze :P Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
OdpowiedzUsuńDzięki, bardzo mnie motywujesz :)
UsuńWłaśnie mam trochę problem z rozwinięciem wątku, dlatego, że Snape jest... jaki jest. Ale dam radę ;p