Obudziło ją jakieś stukanie. Był niedzielny poranek, bo widoku za oknem wywnioskowała, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Okazało się, że to szara sowa stukała w szybę. Hermiona wyskoczyła z łóżka i otworzyła okno, żeby wziąć od niej list, który ta trzymała w dziobie. Na kartce widniało jej imię i nazwisko. Rozwinęła ją z niecierpliwością i zobaczyła kilka słów napisanych starannym pismem.
Panno Granger
Chciałbym z panią porozmawiać w moim
gabinecie. Będę pani oczekiwał o godzinie 9.30.
Severus
Snape.
Hermiona spojrzała na zegarek. Była
dopiero siódma, ale uznała, że już nie zaśnie. Ubrała się więc cicho, żeby nie
pobudzić reszty dziewczyn i z książką pod pachą zeszła do pokoju wspólnego,
gdzie zwinęła się w kłębek w jednym z foteli koło kominka i zagłębiła się w
lekturze.
Po pewnym czasie w pokoju wspólnym
zaczęło pojawiać się coraz więcej Gryfonów. Hermiona znowu spojrzała na zegarek
i przeraziła się. Była dziewiąta dwadzieścia, za dziesięć minut ma się stawić w
gabinecie Snape'a. Szybko pobiegła na górę, do swojego dormitorium, schowała
książką do kufra i pognała do gabinetu Snape'a. Harry'ego i Rona na szczęście
jeszcze nie było w pokoju wspólnym, bo nie miała ochoty ich okłamywać, a
przecież nie mogła powiedzieć, że idzie do Snape'a.
Zapukała do drzwi.
-Proszę wejść- odezwał się Snape z
gabinetu, a Hermionę od jego głosu przeszły ciarki.
Weszła do środka i stanęła, nie
wiedząc, co powinna dalej robić. Snape siedział przy biurku i coś pisał. Podniósł wzrok znad pergaminu i popatrzył na Hermionę. Nie
odezwał się do niej, tylko wstał, wyminął ją i przekręcił klucz w drzwiach.
Zamek zaskoczył z cichym kliknięciem. Po zamknięciu drzwi podszedł do niej,
popatrzył jej w oczy, wziął ją za rękę i podprowadził do biurka. Zsunął rolki
pergaminu na bok i pokazał jej, żeby usiadła. Zrobiła to, a on stanął
przed nią i objął dłońmi jej twarz, lekko głaszcząc ją kciukami. Hermiona
wyciągnęła rękę i dotknęła jego włosów. Chociaż wyglądały na przetłuszczone,
okazało się, że są wyjątkowo miękki i miłe w dotyku. Zaczęła bawić się jednym
kosmykiem, spoglądając mu głęboko w oczy i uśmiechając się do niego.
Odwzajemnił uśmiech i jego oczy zalśniły. Uznała, że nigdy nie widziała nic
piękniejszego od tych brązowych oczu. Wstała i przysunęła się do niego.
-Hermiono...- wyszeptał tak cicho,
że dosłownie musiała domyśleć się tego słowa.
Nie mogła odpowiedzieć, słowa
ugrzęzły jej w gardle. Zamiast tego jeszcze bardziej się do niego przysunęła i
wtuliła policzek w jego szatę, a on pogładził jej włosy i zatrzymał dłoń na
plecach. Podniosła głowę i zrobiła coś, czego w życiu się po sobie nie
spodziewała. Pocałowała go. Przez chwilę stał, jak skamieniały, ale szybko
doszedł do siebie i zaczął odwzajemniać jej pocałunki. Najpierw powoli,
delikatnie, ale później coraz bardziej namiętnie. Zachowywał się tak, jakby to
miał być ich ostatni pocałunek, jakby już nigdy więcej nie mieli się spotkać.
Podobało jej się to. Wsunęła palce rąk w jego włosy, a on przytulił ją,
splatając dłonie na wysokości jej lędźwi. Hermiona poczuła, że jest to najszczęśliwsza chwila w jej życiu. Odsunęła się od niego, ale nie na tyle,
żeby musiał przestać ją obejmować.
-Ja...- wiedziała, co chce
powiedzieć, ale nie mogła tego wymówić.
-Przepraszam- szepnął i chciał ją
puścić, ale on złapała jego ręce i uśmiechnęła się do niego.
-Nie. Chciałam powiedzieć, że... Że
chyba pana... Że cię kocham.
Snape stał, nie wiedząc, co
powiedzieć, a ona jeszcze raz się do niego uśmiechnęła i lekko go pocałowała.
Później wysunęła się z jego objęć i podeszła do drzwi.
-Do widzenia, profesorze. Myślę, że
niedługo się spotkamy.
Nie chciała wychodzić. Chciała
zostać z nim na zawsze, ale czuła, że jemu jest dużo ciężej, niż jej i że teraz
potrzebuje samotności, żeby móc wszystko przemyśleć. Ruszyła do wielkiej sali
na śniadanie. Tego dnia miało być wyjście do Hogsmeade, a ona chciała wybrać się do Miodowego Królestwa i do Zonka. Usiadła na swoim stałym miejscu i
nałożyła sobie na talerz naleśniki z owocami. Szybko zjadła i popędziła do
dormitorium po płaszcz i nieprzemakalne buty, bo po sklepieniu w wielkiej sali
zobaczyła, że w każdej chwili może lunąć.
-Cześć Hermiono. Co tak pędzisz?-
zatrzymał ją Harry, który akurat wychodził ze swojego dormitorium razem z
Ronem.
-Idę po płaszcz, za chwilę
wychodzimy do Hogsmeade, zapomniałeś?
-Racja. To spotkamy się w sali
wejściowej.
-Dobra.
Hermiona sama się dziwiła, że po
tym, co przeżyła w gabinecie Snape'a potrafi zachowywać się tak normalnie, ale
cieszyła się, że nikt nic nie podejrzewa.

Zajebiste! Jak zwykle ^^ Nie przepadam za tym paringiem,ale...oh, to jest zajebiste :)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz, jaką mi radość sprawiasz tymi komentarzami ;3
Usuń